W piątek miała zapaść ostateczna decyzja w sprawie sprzedaży Casa de Economii si Consemnatiuni (CEC). I rzeczywiście zapadła, jednak była dość nieoczekiwana - komitet prywatyzacyjny, zamiast wyłonić zwycięzcę przetargu na ostatni duży państwowy bank, poprosił rząd, żeby odwołał przetarg. - Inwestorzy proponowali za mało - stwierdził minister finansów Sebastian Vladescu.
Wstępnie wybrani inwestorzy mieli w ostatniej fazie przetargu szansę na podwyższenie ofert. National Bank of Greece zaproponował za 69,9 proc. udziałów w rumuńskim kredytodawcy 560 mln euro. Węgierski OTP zaoferował mniej i zaznaczył, że nie ma zamiaru zwiększać ceny.
Pierwotnie przetarg na CEC miał się zakończyć już w lipcu. W Rumunii politycy zaczęli naciskać jednak na zahamowanie procesu prywatyzacji krajowych przedsiębiorstw, twierdząc, że jest ona prowadzona niezgodnie z prawem. Były minister gospodarki Codrut Seres, który jeszcze w listopadzie stał na czele resortu, teraz odpowiada przed sądem za nieprawidłowości. Jego dwaj współpracownicy są w areszcie.