Mili Państwo, do końca 2006 r. zostały jeszcze trzy sesje giełdowe. I dlatego - sugerując się trzydniowym cyklem rozliczeniowym w naszym depozycie - już mogę stwierdzić, że rok dla większości inwestorów jest zamknięty. To czas na podsumowania. Z dużą radością mogę stwierdzić, że pod każdym względem mijający rok był dla wszystkich osób związanych z rynkiem giełdowym wyjątkowo udany.
Rozliczeniowe zamknięcie roku oznacza, że został on także zamknięty podatkowo. Jedyne podmioty, dla których mijający rok nie jest jeszcze zakończony, to fundusze inwestycyjne i emerytalne oraz spółki prawa handlowego. A to wszystko przez Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej i wprowadzoną przez nie wartość godziwą. W skrócie: fundusze do wyceny są zobowiązane przyjmować wycenę akcji z ostatniej sesji giełdowej w roku, firmy zaś mogą wykazywać wzrost wartości posiadanych akcji jako zysk netto.
Trzy dni przesunięcia pomiędzy inwestorami prywatnymi a niektórymi instytucjami mogą spowodować, że ostatnie sesje będą miały bardzo interesujący charakter. I co ciekawe, możliwe są jeszcze silne wahania w obie strony. Możliwa jest zarówno szarża w górę, jak i zjazd.
Rynek może pójść górę, bo niektóre fundusze inwestycyjne i emerytalne będą chciały poprawić swoje wyceny na koniec roku. Także niektóre firmy (szczególnie notowane na giełdzie) będą chciały poprawić swoje wyniki, a przynajmniej ich nie pogorszyć - o ile wcześniej zaksięgowano akcje lub prawa poboru czy prawa do akcji na wyższych poziomach. Taki inwestycyjny "rzut na taśmę" może być bardzo opłacalny. Na początku stycznia pojawią się rankingi i statystyki i każdy fundusz będzie chciał zająć możliwie dobre miejsce. Informacje o osiągniętych wynikach znajdzie się później w reklamach i mogą spowodować napływ kolejnych środków. W przypadku firm jest podobnie - od wycen akcji może zależeć wysokość wykazanego w raporcie kwartalnym lub rocznym zysku. I czasami - szczególnie w przypadku powiązań krzyżowych - może od tego zależeć możliwość dalszego finansowania. Bo banki uważnie analizują wyceny i poziomy zabezpieczeń.
Możliwy jest też ruch dół. Inwestorzy wiedzą, że teraz nie zapłacą podatku od zysku osiągniętego na akcjach, które na ostatnich trzech sesjach 2006 roku sprzedadzą (bo rozliczamy się D+3). I w związku z tym niektórzy z nich będą chcieli "podać" swoje akcje zarządzającym funduszami czy firmom, wiedząc, że będą oni próbowali chronić kurs. W przypadku wielu spółek wzrosty cen były imponujące i może pojawić pytanie o to, jaki jeszcze potencjał wzrostowy ma dany papier. Kto wygra tę grę w popyt i podaż? Nie wiem. Może nikt. Może rynek leniwie przejdzie do nowego roku, bo zwyczajnie wszyscy ograniczą swoją aktywność, czekając na "efekt stycznia".