Z punktu widzenia zysków z debiutów na warszawskiej giełdzie kończący się rok wyraźnie różnił się od dwóch poprzednich. Z jednej strony przeciętna zmiana kursu spółek pierwszy raz notowanych na giełdzie była bardzo wysoka, bo przekroczyła 40 proc. (w dwóch poprzednich latach nie przekraczała 9 proc.). Z drugiej strony - rekordowe były redukcje zapisów w ofertach pierwotnych. Przeciętnie wyniosły aż 77,8 proc. (64,7 proc. w 2005 r. i 60,4 proc. w 2004 r.)
W efekcie rzeczywisty zarobek na debiucie spółek na warszawskiej giełdzie w 2006 r. nie różnił się aż tak bardzo od zysków z dwóch wcześniejszych lat. Gdyby ktoś uczestniczył w każdej ofercie publicznej, składał zapis zawsze za 10 tys. zł i sprzedawał kupione walory na koniec pierwszej sesji giełdowej, w sumie w 2006 r. zarobiłby prawie 8,2 tys. zł, czyli średnio 227,7 zł na debiut. Z tej kwoty blisko 2,4 tys. zł przyniosło wejście na parkiet niewielkiej spółki Inwest Consulting. W 2005 r. taka strategia przyniosła w sumie niecałe 6,2 tys. zł zysku (180 zł na debiut), a w 2004 r. blisko 5,9 tys. zł (183,7 zł na debiut). W poprzednich latach w znacznie większym stopniu niż w 2006 r. na łączny zarobek wpływały pojedyncze debiuty. W 2004 r. wynik był tak dobry przede wszystkim dzięki Swissmedowi, w 2005 r. - dzięki PC Guardowi.
Kończący się rok potwierdził atrakcyjność rynku pierwotnego jako miejsca do zarabiania pieniędzy. Nie możemy jednak zapominać, że nie byłoby to możliwe bez znakomitej koniunktury w segmencie małych i średnich spółek. MIDWIG w tym roku zyskał blisko dwie trzecie, WIRR przeszło 120 proc. Zdecydowana większość debiutantów należała właśnie do tego grona. Do tego pojawili się na parkiecie w II połowie roku, kiedy w segmencie mniejszych firm panowała wręcz entuzjastyczna atmosfera. Bez wątpienia miała ona wpływ na wysokość wycen nowych spółek przez inwestorów. Istotna była też wartość emisji - przeciętnie wyniosła w 2006 r. 90,7 mln zł, nie licząc największej oferty (Multimedia). W 2005 r., po pominięciu największych ofert (PGNiG i Lotos), średnio było to 99,5 mln zł, a w 2004 r. (bez oferty PKO BP i BorsodChemu) - 107,3 mln zł. Ta sytuacja stanowi dla papierów tych przedsiębiorstw spore ryzyko - że w momencie pogorszenia nastrojów w segmencie mniejszych spółek dojdzie do korekty notowań. Tym bardziej że spora grupa firm dalej zyskiwała na wartości wraz z idącymi w górę notowaniami mniejszych spółek.
Obronią się przed większą przeceną jedynie najmocniejsze fundamentalnie walory. Zresztą w przypadku części spółek, które odnotowały duże "przebicie" podczas pierwszych notowań, już w dużym stopniu doszło do urealnienia wyceny. Przykładem są: North Coast, Cash Flow, eCard, Inwest Consulting czy Żurawie Wieżowe.