Reklama

Europa martwi się o dostawy gazu

Gazprom domaga się, by Białoruś w przyszłym roku płaciła więcej za gaz. Ta jednak nie przystaje na stawiane warunki. Komisja Europejska wzywa strony do zawarcia porozumienia

Publikacja: 29.12.2006 08:12

Konflikt na linii Mińsk - Moskwa trwa. - Bardzo uważnie śledzimy rozwój sytuacji. Wzywam obie strony do jak najszybszego znalezienia satysfakcjonującego je rozwiązania, które nie będzie zagrażało tranzytowi gazu do Wspólnoty - mówił w czwartek unijny komisarz ds. energii Andris Piebalgs.

Unia nie ucierpi

- Jeżeli nie podpiszemy z Gazpromem kontraktu na dostawy surowca, koncern nie będzie miał umowy na tranzyt gazu przez nasz kraj - groził we wtorek Uładzimir Siemaszko, wicepremier Białorusi. Eksperci twierdzą jednak, że nie ma niebezpieczeństwa, aby przedsiębiorstwa w naszej części kontynentu uskarżały się na brak błękitnego paliwa. - Mieliśmy ciepłą jesień i mamy duże zapasy - mówi Thomas Huemer, rzecznik prasowy austriackiego OMV. Wintershall, spółka kontrolowana przez niemiecki koncern chemiczny BASF, też ma pełne magazyny. Rzecznik największego niemieckiego dostawcy gazu E.ON Ruhrgas również zapowiedział, że zahamowanie płynności dostaw "nie będzie miało większego wpływu na Niemcy", bo najważniejsze rurociągi biegną przez Ukrainę.

Przez ten kraj Gazprom pompuje do Unii ponad trzy czwarte zakontraktowanej ilości surowca. Reszta jest tranzytowana przez Białoruś. Zdaniem organizacji zrzeszającej niemieckich dostawców gazu i wody BGW, sytuacja jest o wiele mniej napięta niż rok temu, kiedy Rosja wywierała presję cenową na Ukrainę.

Prezentu nie będzie

Reklama
Reklama

- Gazprom to nie święty Mikołaj, żeby dawać gwiazdkowy podarunek białoruskim władzom - mówi Siergiej Kuprianow, rzecznik prasowy rosyjskiego koncernu paliwowego. - Rosja i tak poszła na duże ustępstwa - dodaje. - Jeżeli nie podpiszemy kontraktu na dostawy, nie będziemy mieli podstaw, aby po godzinie 10 rano 1 stycznia dostarczać Białorusinom gaz - twierdzi Aleksander Miedwiediew, prezes Gazpromu.

Wiosną rosyjski gigant gazowy zapowiedział, że chce, by Białoruś płaciła od 2007 r. po 200 dolarów za tysiąc metrów sześc. gazu. W grudniu obniżył jednak żądania do 75 dolarów. W poniedziałek Kuprianow mówił już o kwocie 110 dolarów. - Jesteśmy w stanie zaakceptować cenę 75 dolarów pod warunkiem, że kraj dorzuci do opłaty za każdy tysiąc metrów sześciennych surowca akcje Biełtransgazu (operatora białoruskich rurociągów - przyp. red.) o wartości 30 dolarów - mówił we wtorek Aleksiej Miller, prezes Gazpromu.

Gazprom naciska Wspólnotę

Wydaje się, że Gazpromowi bardziej zależy na kontroli Biełtransgazu niż na wysokiej cenie błękitnego paliwa. Moskiewski koncern zgodził się z wyceną ABN Amro, który szacuje, że białoruskie rurociągi są warte 5 mld euro, a nie 3,3 mld euro, jak wcześniej twierdził Gazprom. Miller jest gotów też zaakceptować 105 dolarów za tysiąc metrów sześciennych gazu (a nie 200 USD, o czym była mowa wcześniej), jeżeli Białoruś odda kontrolę nad Biełtransgazem. - Politycy w Brukseli spaliby spokojniej, gdyby Gazprom nadzorował tranzyt przez Białoruś - mówi Chris Weafer, ekonomista Alfa Banku w Moskwie.

Wywierając naciski na Białoruś, Gazprom chce jednocześnie uświadomić Unii, że rurociąg bałtycki jest bardzo potrzebny. Dopiero po wybudowaniu nitki omijającej Europę Wschodnią zwiększy się bezpieczeństwo energetyczne Wspólnoty.

Bloomberg, interfax, APA

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama