Konflikt na linii Mińsk - Moskwa trwa. - Bardzo uważnie śledzimy rozwój sytuacji. Wzywam obie strony do jak najszybszego znalezienia satysfakcjonującego je rozwiązania, które nie będzie zagrażało tranzytowi gazu do Wspólnoty - mówił w czwartek unijny komisarz ds. energii Andris Piebalgs.
Unia nie ucierpi
- Jeżeli nie podpiszemy z Gazpromem kontraktu na dostawy surowca, koncern nie będzie miał umowy na tranzyt gazu przez nasz kraj - groził we wtorek Uładzimir Siemaszko, wicepremier Białorusi. Eksperci twierdzą jednak, że nie ma niebezpieczeństwa, aby przedsiębiorstwa w naszej części kontynentu uskarżały się na brak błękitnego paliwa. - Mieliśmy ciepłą jesień i mamy duże zapasy - mówi Thomas Huemer, rzecznik prasowy austriackiego OMV. Wintershall, spółka kontrolowana przez niemiecki koncern chemiczny BASF, też ma pełne magazyny. Rzecznik największego niemieckiego dostawcy gazu E.ON Ruhrgas również zapowiedział, że zahamowanie płynności dostaw "nie będzie miało większego wpływu na Niemcy", bo najważniejsze rurociągi biegną przez Ukrainę.
Przez ten kraj Gazprom pompuje do Unii ponad trzy czwarte zakontraktowanej ilości surowca. Reszta jest tranzytowana przez Białoruś. Zdaniem organizacji zrzeszającej niemieckich dostawców gazu i wody BGW, sytuacja jest o wiele mniej napięta niż rok temu, kiedy Rosja wywierała presję cenową na Ukrainę.
Prezentu nie będzie