Aleksander Timoszenko, rzecznik białoruskiego rządu, podkreśla, że negocjacje są kontynuowane. - Mam nadzieję, że podpiszemy umowę na dostawy gazu przed Nowym Rokiem - mówi współpracownik ministra energetyki Andrej Żukau.
Udane negocjacje
- Jesteśmy zadowoleni z rozmów z Gazpromem. Porozumienie zakłada, że będziemy płacić po 75 dolarów za tysiąc metrów sześciennych paliwa - mówi Siarhiej Sidorski, premier Białorusi. Nie wyjaśnia jednak, czy ta kwota będzie powiększona o wartość akcji Biełtransgazu - operatora krajowych rurociągów, na którego Gazprom ma apetyt.
Aleksander Miedwiediew, wiceprezes moskiewskiego koncernu paliwowego, informował w tym tygodniu, że jest w stanie zgodzić się na 75 dolarów, ale pod warunkiem że Białoruś dorzuci do opłaty za każdy tysiąc metrów sześciennych gazu udziały w Biełtransgazie o wartości 30 dolarów. Gazprom chciał przejąć kontrolny pakiet akcji spółki, która jest wyceniana na 5 mld dolarów.
W czwartek Gazprom nieco obniżył żądania. - 105 dolarów to nasza ostateczna propozycja. Pozostawiamy Białorusi wybór, czy część tej kwoty chcą nam przekazać w formie akcji Biełtransgazu, czy całość będą płacić w gotówce - mówił wieczorem Siergiej Kuprianow, rzecznik rosyjskiego koncernu. Podkreślał, że ta oferta jest "więcej niż ulgowa". Sąsiednia Ukraina zapłaci w przyszłym roku 130 dolarów za tysiąc metrów sześciennych paliwa. Nieoficjalnie wiadomo, że kraje bałtyckie będą musiały wyłożyć przynajmniej po 210 dolarów. Polska, podobnie jak większość krajów UE, ma szanse na dostawy surowca po ok. 280 dolarów. Gazprom chce, by w przyszłości Białoruś płaciła tyle co inni, jednak nie nastąpi to raczej przed 2011 r., kiedy spółka może najwcześniej uzyskać kontrolę nad Biełtransgazem.