Prezydent Wiktor Juszczenko zawetował program prywatyzacji na przyszły rok, który w grudniu został przyjęty przez ukraiński parlament.
Głowa państwa zarzuca twórcom spisu przeznaczonych na sprzedaż spółek złamanie prawa. Nie zgadza się z przyjętą przez parlamentarzystów metodą sprzedaży firm w formie aukcji, gdyż ze względu na brak regulacji w tej sferze mogą powstać problemy w trakcie prywatyzacji. Niewłaściwe jest też, zdaniem Juszczenki, sprzedawanie przedsiębiorstw wraz z gruntami, co znacznie podnosi cenę firmy i obniża jej atrakcyjność w oczach potencjalnego inwestora.
Na liście przedsiębiorstw, które w nadchodzącym roku mają przejść w prywatne ręce, znajduje się około 600 spółek. Wśród nich jest również telekomunikacyjny gigant Ukrtelekom, za który rząd chce otrzymać 4 miliardy dolarów. - Jest to wygórowana cena i wątpliwe, żeby znalazł się inwestor, który chciałby kupić firmę za tę sumę - mówi Anastasija Nazarenko z banku inwestycyjnego Concorde Capital.
Władze będą jednak musiały robić wszystko, aby przekonać inwestorów do ukraińskich spółek. Kijów musi się uporać z dużym deficytem budżetowym, który sięga 2,5 proc. PKB. Zdaniem specjalistów, skutecznym sposobem załatania dziury w rządowej kasie będzie wyprzedaż majątku.
Ta kwestia od wielu lat wzbudza duże emocje. Prywatyzację spowalniają m.in. działania Walentyny Semeniuk, kierującej ukraińskim odpowiednikiem ministerstwa skarbu. W ostatnich miesiącach chciała ona doprowadzić do renacjonalizacji huty Kryworiżstal, którą w 2005 r. kupił koncern Mittal Steel za 4,8 mld USD.