Reklama

Giełda mnie po prostu kręci

Rozmowa z Markiem Kondratem, aktorem oraz inwestorem giełdowym i znawcą wina

Publikacja: 30.12.2006 11:46

Skąd pomysł na inwestycje giełdowe zarówno własne, jak i poprzez firmę zarządzającą aktywami - asset management?

To rzeczywistość zmusza mnie do inwestowania pieniędzy. Zmienił się ustrój, jesteśmy krajem kapitalistycznym, a kapitał trzeba inwestować. Jeżeli chce się to robić mądrze, to trzeba się posługiwać ludźmi, którzy się znają na giełdzie i wyłącznie się tym zajmują. Ja mam rozliczne zajęcia i na inwestowanie nie mam czasu.

Rozumiem, że inwestuje Pan przy pomocy doradców z ING?

Nie. Mam kilka takich miejsc. Jak mówi stare przysłowie giełdowe, nie można trzymać wszystkich jaj w jednym koszyku. ING, z wiadomych powodów, jest moją "jednostką macierzystą" i korzystam z jej usług. Inwestując na własną rękę, korzystam z rekomendacji i zaleceń maklerów.

Wierzy Pan bezgranicznie maklerom?

Reklama
Reklama

Ta wiara jest poparta moim doświadczeniem. To są reprezentanci zagranicznych instytucji, które od wielu dziesiątek lat zajmują się inwestycjami.

Długo Pan inwestuje?

Około 10 lat. Powiem jedno, giełda mnie po prostu kręci. To jest dla mnie poczucie uczestnictwa w bardzo interesującej grze oraz możliwość udziału w przemianach rynkowych. Jest to kręcące, jest to zabawne, wie pan - przynosi to też doraźne zyski.

Ale czasami także i straty?

Bo to jest gra. To zrozumiałe, że straty też muszą być. Natomiast ja korzystam z wiedzy fachowców. Dzięki temu unikam strat. Oczywiście, do moich decyzji inwestycyjnych, oprócz rekomendacji, dokładam też swój temperament, intuicję. Opieram się też oczywiście na danych finansowych, perspektywach rozwoju danej firmy.

Dużo Pan inwestuje na własną rękę?

Reklama
Reklama

Skromnie. Traktuję to jako rodzaj dopingu dziennego. To nie jest na pewno główne źródło moich dochodów.

Może Pan powiedzieć coś o swoich sukcesach i porażkach inwestycyjnych?

Giełda jest jedynie częścią moich inwestycji, nie mam poczucia, że jest to właśnie ta najważniejsza część. Dlatego swoje inwestycje traktuję na luzie. Jeżeli chodzi o sukcesy, to był nim na pewno zakup akcji Comarchu.

A porażki?

Nie miałem. Nie jestem zapiekłym graczem, który siada do stołu i gra za wszelką cenę. Dla mnie giełda nie jest grą życia - nie muszę tego robić. Inwestuję pieniądze, które bez problemów mogę zainwestować, bez uszczerbku dla swojego poziomu życia.

Czy w środowisku aktorskim inwestowanie na giełdzie jest popularne?

Reklama
Reklama

Nie jestem kompetentny, aby odpowiedzieć na to pytanie. Życie artystyczne nie jest związane z tego typu "podnietą". Raczej z inną codziennością. Podnoszeniem się kurtyny, oklaskami, byciem na pierwszych stronach kolorowych gazet i tak dalej. Zresztą przy tym zawodzie nigdy nie kręciły się pieniądze. Ktokolwiek je miał dziś, pozbywał się ich jutro na rzecz uciech codziennych. Długofalowość, gra giełdowa, nie jest typowa dla środowiska artystycznego.

Inwestuje Pan nie tylko na GPW. Gdzie jeszcze?

Tak. Inwestuję w sklepy z winem. To jest realizacja mojej pasji. To jest zgodne z moim charakterem. Lubię trwałość i ciąg-łość, a wino ma to do siebie, że nie należy go "poganiać" w rozwoju, podobnie jak inwestycji giełdowych.

Tak samo traktuje Pan inwestycje giełdowe?

Inwestycja w wino ma jednak zupełnie inny charakter. Wynika ona z serca, a nie z doraźnej potrzeby pomnażania majątku. To jest rzecz, która dotyczy pasji, tego, co jest najcenniejsze w człowieku. Zawsze przychodzi czas na tego typu inwestycje, a ja jestem już w takim wieku, kiedy pieniądze nie są tak atrakcyjne, nie one zmieniają życie. Ja nie mam już "artystycznego" pomysłu na życie i genialnych idei, które rodzą się wieczorem i rano parują z alkoholem. Ja teraz muszę dbać o swoje życie w zupełnie inny sposób. Długofalowo. Muszę dbać o swoje trasy i to nie koncertowe, ale zakupowe.

Reklama
Reklama

Co to znaczy?

Chodzi o podróż do miejsc, gdzie rośnie winorośl. O podróż po to, by poznać to miejsce i żeby poznać ludzi, którzy je tworzą. Sklepy z winem są jednocześnie prezentacją moTo są moje wina, których nie ma nikt. Ja podróżuję i sprawdzam każdy tytuł w moim sklepie. Również do Chile, Argentyny i Australii.

Jak Pan dobiera wina?

Zgodnie z własnym charakterem i gustem, ponieważ wybór wina to rzecz niepowtarzalna. Ja odpowiadam za wina, które sprzedaję. Nie ukrywam, że w tym przedsięwzięciu to ja jestem "brandem", a nie wina. Zdaję sobie z tego sprawę, ale postępuję uczciwie, zbieram wina, których ideą jest osiągnąć perfekcyjny stopień relacji jakości do ceny. Wino trzeba promować w Polsce. To przejaw kultury i cywilizacji.

Ale zarabia Pan na sprzedaży wina?

Reklama
Reklama

Oczywiście, że tak. Tylko dodatkowo jest to zajęcie, które sprawia mi ogromną przyjemność.

To może w przyszłości wprowadzi Pan swoje sklepy na giełdę?

Mogę. Czemu nie. Jak tylko osiągnę odpowiedni poziom sprzedaży, to być może "Winiarium" znajdzie się na GPW. Spożycie wina w Polsce rośnie i jak tylko zbuduję sieć kilkunastu lub kilkudziesięciu sklepów, to na pewno to rozważę.

Czy zawodowo i artystycznie, oprócz sprzedaży wina, robi Pan teraz coś?

Artystycznie obserwuję życie. Jak się zjawi coś ciekawego, czego jeszcze nie robiłem, to się w to rzucę. Na ogół trafiają do mnie scenariusze, które już "robiłem". A na to nie chcę tracić czasu.

Reklama
Reklama

Może następny film z Markiem Koterskim?

Marek ma cykle trzyletnie. Może za rok coś się pojawi. Na razie jest tajemniczy.

Ostatnie role, jakie Pan grał u tego reżysera, były perfekcyjne...

W swoim życiu zagrałem około stu ról. Trudno, żeby coś się nie powtarzało.

Na ile Pan się utożsamia z Adasiem Miauczyńskim, bohaterem "Dnia świra"?

To jest taka proza niepogodzenia się z życiem, która eksploduje w podobny sposób. Ja raczej się koję piciem wina oraz inwestycjami, jakie robię. Adaś Miauczyński to rola.

Dziękuję za rozmowę.

fot. Andrzej Cynka

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama