Międzyświąteczne sesje potwierdziły słabszą kondycję rynku sprzed Bożego Narodzenia. Choć środa przyniosła mocne odbicie, to dwa kolejne dni upłynęły pod znakiem zwiększonej podaży. W efekcie
WIG20 od minimum z 22 grudnia zdołał się przez trzy dni oddalić o zaledwie 30 pkt. To podtrzymuje zagrożenie atakiem na kluczowe w dłuższym terminie wsparcie, wynikające z położenia górki z początku listopada. Wypada przy 3251 pkt. Zamknięcie poniżej niej byłoby złym sygnałem dla segmentu największych spółek. Wydarzenia z drugiej połowy grudnia uzasadniają wyrażane coraz częściej obawy przed nadejściem mocniejszej przeceny. Wypadki w tym czasie toczyły się wbrew oczekiwaniom na udaną końcówkę roku. Okazało się, że nie było na rynku wystarczających pieniędzy gotowych podciągnąć kursy jeszcze bardziej. Czy znajdą się na początku 2007 r., by dać przynajmniej nadzieję na pojawienie się efektu stycznia? Staje się to coraz bardziej wątpliwe. Ze względu na umocnienie złotego z ostatnich tygodni zagraniczny kapitał ma dodatkowy argument, by omijać nasz kraj. Presja na spadek cen naszych obligacji ze strony idących w dół notowań papierów skarbowych na rynkach dojrzałych przy blisko 35-proc. udziale akcji w portfelach OFE (po listopadzie) pozwala oczekiwać, że fundusze emerytalne nie będą śpieszyć się z zakupami, a nawet mogą stać po stronie podaży. Niewiele też wskazuje na odrodzenie się rynku towarów. Szczególny niepokój budzą notowania miedzi, które po wysłaniu wraz ze zniżką ceny poniżej 6,5 tys. USD za tonę silnego sygnał sprzedaży, nie mogą się podnieść. Czas trwania wzrostu rozpoczętego w połowie czerwca 2006 r. na giełdach amerykańskich uprawnia do oczekiwania na korektę. Tym bardziej że już w drugim tygodniu stycznia rozpocznie się sezon publikacji wyników za IV kwartał 2006 r. Można przypuszczać, że tylko wtedy, gdy spółki bardzo pozytywnie zaskoczą wypracowanymi rezultatami, mogłoby to dać impuls do kontynuacji ruchu w górę. Jednak przy wyraźnie zwalniającej gospodarce nie jest to zbyt prawdopodobny scenariusz. W takiej sytuacji chyba najbardziej optymistyczną prognozą na najbliższy czas może być jedynie konsolidacja między grudniowymi ekstremami, a nie wyraźny wzrost.