Podobnie jak w przypadku poprzednich dni tygodnia zmiany poziomów dochodowości odbywały się w piątek przy bardzo niskiej liczbie transakcji. Kluczowym czynnikiem kształtującym notowania były ruchy na rynkach bazowych. Na początku sesji przeważał optymizm, po tym jak Bundy zaczęły odrabiać straty spowodowane przez mocniejsze niż oczekiwano dane o zaufaniu konsumentów i sprzedaży domów w USA. Euforia na rynkach bazowych okazała się krótkotrwała i wczesnym popołudniem ceny obligacji europejskich zaczęły gwałtownie spadać, zbliżając się do poziomów z czwartkowego zamknięcia. O tej porze na lokalnym rynku nie było już żadnej płynności i nawet publikacja założeń emisyjnych Ministerstwa Finansów w I kwartale 2007 r. nie zrobiła na nikim większego wrażenia. Ostatnie pogorszenie koniunktury na rynkach bazowych, spowodowane z jednej strony mocniejszymi danymi z USA i zapowiedziami kolejnych podwyżek stóp procentowych przez EBC z drugiej strony, nie wróży dobrego początku 2007 r. Mimo to życzę wszystkim amatorom "zysku bez ryzyka" lepszego Nowego Roku niż 2006 r.