Fiskus może zablokować rozwój reformy emerytalnej. Kilka urzędów skarbowych, m.in. z Gdańska, Lublina i Bielska-Białej nie godzi się na zaliczenie składek odprowadzanych przez firmy w ramach pracowniczego programu emerytalnego w koszty uzyskania przychodu. Niekorzystne decyzje będą oznaczać dla przedsiębiorców konieczność spłaty nawet kilkunastomilionowych zaległości podatkowych. - To może oznaczać koniec pracowniczych programów emerytalnych - mówi Łukasz Hafka, broker z biura ubezpieczeń Mentor.
Wobec kilku klientów Mentora urzędy skarbowe już wszczęły postępowania o zapłatę zaległego podatku.
Według interpretacji fiskusa, w przypadku programu prowadzonego w formie grupowego ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, wypłata środków nie może nastąpić wcześniej
niż po upływie pięciu lat. I taki warunek, zdaniem niektórych urzędów, powinien się znaleźć w umowie między pracodawcą a ubezpieczycielem, który zarządza aktywami danego PPE. - W umowach PPE zawartych przez PZU Życie nie pojawiły się takie zapisy - informuje biuro prasowe PZU Życie. Zakład prowadzi obecnie ponad 500 PPE w formie ubezpieczenia, co stanowi prawie 70 proc. tego rynku. Okazuje się, że zaakceptowane przez Komisję Nadzoru Finansowego PPE nie podobają się także Ministerstwu Finansów. Za tę różnicę zdań zapłacą firmy, które nie umieściły odpowiednich zapisów. Dlaczego?
Dla kobiety, która przystąpiła np. w wieku 57 lat do PPE, blokada środków oznaczałaby, że nie będzie mógła skorzystać ze zgromadzonych pieniędzy tuż po osiągnięciu wieku emerytalnego. Taki zapis oznaczałby blokadę środków w przypadku likwidacji programu emerytalnego (np. z powodu upadłości firmy albo zarządzającego aktywami ubezpieczyciela).