Gruziński rząd rozważa całkowite uniezależnienie się od dostaw rosyjskiego gazu i przejście na surowiec sprowadzany z Azerbejdżanu. - W najbliższym czasie planujemy zwiększenie importu azerskiego paliwa. Z kolei będziemy ograniczać dostawy gazu z Rosji do tego stopnia, że wkrótce w ogóle nie będziemy go sprowadzać - zapowiedział gruziński premier Zurab Nogaideli. Obecnie Gruzja kupuje gaz z Azerbejdżanu w ilości 1 mln metrów sześc. dziennie.
Jednak niezależność Gruzji od rosyjskiego surowca zależy od rozwiązania problemów z eksploatacją gazowego złoża Sach-Deniz, położonego na azerskiej części szelfu Morza Kaspijskiego. Ta sprawa ma być rozstrzygnięta jeszcze w styczniu. Wówczas rząd w Tbilisi określi terminy przechodzenia z gazu rosyjskiego na azerski.
Obecnie zdecydowaną większość surowca, jaki zużywa Gruzja, dostarcza Rosja, która rocznie sprzedaje południowemu sąsiadowi 1,1 mld m sześc. Dwa tygodnie temu gruzińskie władze zdecydowały się kupować rosyjskie paliwo po 235 dolarów za 1000 m sześc. To gigantyczna podwyżka w stosunku do 110 USD za 1000 m sześc., ceny, po której Gruzini otrzymywali gaz w ub.r. Stojąc przed groźbą zimy bez energii, Tbilisi musiało się zgodzić na droższy surowiec. - Warunki, jakie dyktuje nam Rosja, to energetyczna egzekucja - okreslił politykę Kremla Michaił Saakaszwili, prezydent kaukaskiej republiki.
Takiego ciosu mogą nie wytrzymać finanse Gruzji, dlatego władze zdecydowały się zwrócić o pomoc do sąsiedniego Azerbejdżanu. Ten proponuje o wiele lepsze warunki od rosyjskich. Wprawdzie strony nie mówią o cenie, ale nieoficjalnie wiadomo, że Tbilisi będzie płacić po 120 USD za 1000 m sześc. gazu.
W energetycznych problemach Gruzję wsparła również Turcja. Właśnie z przydzielonej dla niej kwoty ze złoża Szach-Deniz ma popłynąć gaz dla gruzińskich odbiorców. Według wstępnych porozumień, będzie to 800 mln m sześc. rocznie, czyli większość zapotrzebowania Gruzji.