Mewa, handlująca bielizną, jest pierwszym tegorocznym debiutantem na GPW. Kurs praw do akcji (PDA) na wczorajszym otwarciu sesji wzrósł o 20,4 proc. w porównaniu do ceny emisyjnej (2,4 zł) i wyniósł 2,89 zł. Z kolei akcjami, po przeniesieniu z CeTO na GPW, handlowano po 4,5 zł. To o 5,4 proc. powyżej kursu odniesienia wynoszącego 4,27 zł (to kurs ostatniej wtorkowej transakcji na CeTO). - Jestem przekonany, że są możliwości do dalszego wzrostu kursu naszych papierów - uważa Józef Kiszka, prezes Mewy. Na koniec sesji PDA kosztowały 3,06 zł, a akcje 3,98 zł.
W publicznej ofercie spółka z Biłgoraja sprzedała 5 mln papierów serii B (po emisji kapitał zakładowy składa się z prawie 10,2 mln walorów). Zapisy inwestorów zredukowano średnio o 96,9 proc. Pozyskane ze sprzedaży akcji 12 mln zł spółka giełdowa przeznaczy przede wszystkim na otwieranie salonów firmowych pod markami Szame oraz Lookat. Firma ma jeszcze marki John Bradley oraz Mewa. Pieniądze z emisji będą inwestowane także w logistykę, rozwój sieci informatycznej oraz zakup maszyn specjalistycznych dla działu projektowo-technicznego.
Rynek jest rozdrobniony
Krajowy rynek bieliźniarski jest bardzo rozdrobniony. Jego wartość jest szacowana na 4-5 mld zł rocznie. Mewa, będąca jednym z większych krajowych podmiotów z tej branży, zakładała, że w 2006 r. uzyska 25,5 mln zł przychodów oraz 1,1 mln zł zysku netto. - Według wstępnych szacunków, zrealizowaliśmy te plany - mówi J. Kiszka. Zarząd prognozuje, że spółka w 2007 r. będzie miała 31 mln zł obrotów i 1,3 mln zł zysku netto.
Ponad 50 proc. przychodów Mewy jest realizowane w kraju. Z tego 80 proc. zapewnia sprzedaż w sklepach wielomarkowych. Mewa współpracuje z około 2 tys. punktów. Blisko połowę sprzedaży eksportowej zapewniają artykuły pod marką Lookat, które trafiają głównie na rynek rosyjski, ukraiński oraz czeski. Druga połowa wpływów ze sprzedaży za granicą pochodzi głównie z produkcji bielizny pod markami zlecających firm z Europy Zachodniej.