PiS ma krótką ławkę - taka opinia panuje od wyborów parlamentarnych. Jest ona fałszywa. Lista fachowców od ekonomii, zaangażowanych przez PiS, jest całkiem długa i powiększa się w zastraszającym tempie.
Będziemy mieli nowego wiceministra finansów od analiz ekonomicznych i długu. Katarzynie Zajdel-Kurowskiej fachowości w sprawach prognoz makroekonomii nie da się odmówić (rok temu za prognozy dostała od "Parkietu" tytuł "Ekonomisty roku"). Piotr Soroczyński, jej poprzednik i nowy szef KUKE, na prognozach też się zna dobrze, podobnie jak jego poprzednik Stanisław Kluza (teraz szef KNF). Nie pamiętam, aby jakiś rząd wcześniej tak często dokonywał zmian na tego typu stanowiskach. Podobnie jest przecież na stanowisku szefa resortu finansów - Zyta Gilowska jest piątym ministrem w ciągu 1,5 roku.
PiS często oraz odważnie, wręcz brawurowo, wymienia ludzi na ważnych stanowiskach w spółkach. W tej karuzeli trudno się już połapać - Kazimierz Marcinkiewicz został doradcą p.o. prezesa, którego na stanowisku szefa PKO BP ma zastąpić. Zapewne uzyska to stanowisko, ale jak długo będzie czekał do chwili, gdy on z kolei będzie musiał zatrudnić nowego doradcę? Teraz zaś Sławomir Skrzypek, typowany na szefa PKO BP, ma zostać prezesem NBP - najważniejszego banku w Polsce. I jeśli kogoś to niepokoi, to niepotrzebnie. Czasu jest mało, a ławkę kadr trzeba szybko wydłużyć. To może oznaczać, że będzie on drugim, ale nie ostatnim prezesem NBP za rządów PiS.