Dostawy rosyjskiej ropy płynącej rurociągiem "Przyjaźń" przez terytorium Białorusi do Polski i Niemiec zostały wstrzymane w niedzielę w nocy. W efekcie surowiec nie trafia m.in. do zakładów Orlenu i Grupy Lotos. Obie polskie rafinerie pracują jednak normalnie. Zapasy pozwalają na 80 dni niezakłóconej pracy. Jak zapewnił wczoraj wiceminister gospodarki Piotr Naimski, firmy przygotowują się do przyjmowania surowca przez terminal w Gdańsku. Jego zdolności przesyłowe (28 mln ton ropy rocznie) pozwalają zabezpieczyć w całości zapotrzebowanie obu firm. - Jesteśmy w stanie skompensować niedobory, rafinerie zabiegają o dostawy awaryjne z innych kierunków - powiedział P. Naimski.
Inwestorzy nie przestraszyli się więc wieści ze Wschodu.