Na jednym z najbliższych posiedzeń Komisji Nadzoru Finansowego odbędzie się rozprawa administracyjna w sprawie Piotra Żółkiewicza. To prywatny inwestor, który niemal rok temu pojawił się w akcjonariacie Zakładów Automatyki Polna.
Członkowie komisji, na podstawie zebranych w ciągu kilku miesięcy postępowania materiałów, zdecydują, czy doszło do manipulacji informacją. Piotr Żółkiewicz miał w zwyczaju informować o inwestycjach w papiery Polnej na swojej stronie internetowej. Zawarł tam też m.in. wycenę akcji przedsiębiorstwa na 35 zł (niemal trzykrotnie więcej od ówczesnego kursu) oraz szacunki wyników finansowych, które się nie sprawdziły. Co więcej - informacje na stronie internetowej sugerowały, że inwestycji w Polną dokonywała organizacja Żółkiewicz Investment Fund.
Inwestor już w 2004 r. składał w komisji wyjaśnienia w sprawie strony internetowej i rzekomego funduszu. Urząd nakazał wtedy jej zamknięcie. Kiedy ŻIF pojawił się powtórnie - przy okazji inwestycji w Polną - komisja nie poprzestała na zeznaniach P. Żółkiewicza i zleciła prokuraturze zbadanie, czy nie prowadzi on jednak działalności parafunduszowej. Tym samym naruszałby ustawę o funduszach inwestycyjnych: lokowanie na giełdzie pieniędzy pozyskanych od różnych osób na podstawie umów jest bowiem zarezerwowane wyłącznie dla tych instytucji, na podstawie zezwolenia komisji.
Śledztwo prokuratury zakończyło się umorzeniem. - Nie ulega wątpliwości, że informacje zamieszczone na stronie internetowej pana Żółkiewicza sugerowały prowadzenie takiej działalności. Jednak nasze postępowanie nie wykazało, żeby inwestor faktycznie dokonywał tego, o czym pisał - mówi Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Według ustaleń urzędu, pieniądze, którymi P. Żółkiewicz obracał na giełdzie od stycznia 2004 r. do lutego 2006 r., pochodziły z oszczędności, pożyczki od matki oraz kredytu.
Postępowanie administracyjne wobec P. Żółkiewicza jest pierwszą tego typu sprawą prowadzoną przez KNF. Przed wejściem w życie nowych ustaw regulujących rynek kapitałowy (w październiku 2005 r.) badanie takich przypadków leżało w kompetencji prokuratury.