Ze względu na przyspieszającą inflację pod coraz większym znakiem zapytania stoi szybka akcesja Estonii do strefy euro.
W grudniu wzrost cen przyspieszył do 5,1 proc. w skali roku, w porównaniu z 4,6 proc. w listopadzie. Inflacja wzbiła się więc do poziomu najwyższego od września 2001 r. Stało się to głównie za sprawą drożejących w ekspresowym tempie nieruchości. Przez rok ceny domów i mieszkań podskoczyły o prawie 15 proc.
Estońskie Ministerstwo Finansów wciąż jednak liczy, że inflację uda się opanować. Według wczoraj potwierdzonych prognoz, średnia inflacja w tym roku ma mieć taki sam poziom jak w zeszłym, czyli około 4,4 proc.
Zbyt szybki wzrost cen towarów i usług uniemożliwił Estonii akcesję do strefy euro z początkiem tego roku. Kraj nie spełnił bowiem jednego z tzw. kryteriów z Maastricht, według których średnioroczna inflacja nie powinna przekraczać o więcej niż 1,5 pkt proc. średniej z trzech państw Unii Europejskiej o najwolniejszym wzroście cen. Pod koniec listopada rząd w Tallinie przesunął termin wymiany lokalnych koron na euro po raz drugi - uznał, że kraj nie zdoła spełnić kryteriów także na początku 2008 r. Teraz data akcesji jest sprawą otwartą.
Wysoka inflacja jest ceną, jaką Estonia płaci za szybki wzrost gospodarczy. W III kw. wyniósł on aż 11,6 proc. i był najszybszy wśród wszystkich państw Unii Europejskiej.