Należący do hiszpańskiego giganta Banco Santander Central Hispano wrocławski bank ma w tym roku ambitne plany - chce ruszyć z pełną ofertą detaliczną. Pełną, gdyż do tej pory w ofercie banku dominują przede wszystkim kredyty dla ludności - samochodowe, hipoteczne i gotówkowe. W tym roku mają się pojawić pierwsze produkty depozytowe (m.in. konta osobiste) oraz karty płatnicze. Te ostatnie pójdą na pierwszy ogień. Jak dowiedział się "Parkiet", już w trzeciej dekadzie stycznia na rynek trafią pierwsze karty kredytowe z logo polskiego ramienia Santander.
Trudny rynek depozytów
Bank nie ujawnia natomiast, kiedy pojawią się pierwsze rachunki oszczędnościowe i karty debetowe. - Rynek depozytowy jest bardzo trudny. Wejście na ten rynek wymaga bardzo starannie przemyślanej strategii. Mogę powiedzieć jedynie, że nasze plany średnioterminowe uwzględniają dywersyfikację źródeł finansowania akcji kredytowej - mówi Mirosław Bieszki, prezes Santander Consumer Bank. Tajemnicą pozostaje też, jaki udział w rynku kart i kont chce w pierwszym roku działalności zdobyć wrocławska instytucja. Na pewno trudno będzie mu zdobyć pozycję liczącego się na tym rynku gracza. Obecnie, aby wcisnąć się do dziesiątki największych banków pod względem liczby kont osobistych, trzeba prowadzić ponad pół miliona rachunków (tyle ma dziesiąty Bank Gospodarki Żywnościowej). By znaleźć się wśród 10 największych wydawców kart kredytowych, trzeba przekroczyć liczbę 125 tys. (ING Bank Śląski).
Akcja aż za szybka
Po co Santanderowi depozyty? Jak przyznaje prezes Bieszki, bieżącą działalność bank finansuje środkami pozyskiwanymi z rynku międzybankowego. A że linie kredytowe polskiego Santandera gwarantowane są przez korporację macierzystą, co przy jej wysokim ratingu inwestycyjnym pozwala na stosunkowo łatwy i tani dostęp do funduszy. Jednak jeszcze taniej możne je pozyskać z rynku detalicznego. I tu Santander ma pole do popisu - po trzech kwartałach ub.r. należności od klientów banku wyniosły prawie 5,3 mld zł, podczas gdy zobowiązania wobec klientów były stukrotnie mniejsze (51,8 mln zł). Ściągnięcie z rynku depozytów - bo jak wynika z ostatnich badań CBOS, duża część Polaków nadal oszczędza w bankach - częściowo pozwoliłoby tę dysproporcję zniwelować.