Reklama

Wynik budżetu był dla mnie zaskoczeniem

Rozmowa z Elżbietą Suchocką-Roguską, wiceminister finansów odpowiedzialną za budżet państwa

Publikacja: 11.01.2007 07:39

Deficyt budżetu państwa w 2006 r. okazał się o około 5 mld zł mniejszy, niż założono w ustawie budżetowej. Jest Pani zaskoczona takim wynikiem?

Tak. Nie przypuszczałam, że zaoszczędzimy aż ok. 2,8 mld zł. Szacowaliśmy, że dochody budżetu będą wyższe o jakieś 2,5 mld zł. Do tego dodawaliśmy około 1 mld zł oszczędności, które pojawiły się w wydatkach. Ów miliard miał uzasadnienie w mniejszych od oczekiwanych dopłatach do paliwa rolniczego. Wiedzieliśmy, że wydano tylko 115 mln zł z 650 mln zł zapisanych w budżecie. Rolnicy nie przekazali po prostu faktur na odpowiednie kwoty. Drugą pozycją dość "luźno" zaplanowaną okazały się świadczenia rodzinne. Na ten cel przewidziano w ubiegłym roku około 10,3 mld zł. Nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, ile pieniędzy ostatecznie zostało wykorzystanych. Jednak już pewien czas temu musieliśmy inaczej rozdysponować ponad 890 mln zł rezerwy na świadczenia, bo inaczej by przepadły. Mówiąc szczerze: ministerstwo pracy i wojewodowie nie mieli precyzyjnego rozpoznania, ile tak naprawdę było potrzebne.

Biorąc pod uwagę cały budżet, można powiedzieć, że nie zrealizowano około 1,5 proc. zaplanowanych wydatków. Czy to jest dużo, czy mało?

Zależy, jak na to spojrzeć. Gdybyśmy na etapie planu próbowali zaoszczędzić te 1,5 proc., to nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Każdy wtedy precyzyjnie by dowodził, że zabieramy pieniądze, które są absolutnie niezbędne i na dodatek jest ich jeszcze za mało. Dwa przypadki - paliwo rolnicze i świadczenia rodzinne - są klasycznym przykładem na poparcie tej tezy. Zgadzam się, że trudno było oszacować te świadczenia. Po raz pierwszy ich wypłatą zajmowały się samorządy, a nie ZUS. Jak widać, nie do końca było wiadomo, jaki jest rozkład terytorialny tych świadczeń, bo w ZUS-ie nie było przecież podziału na województwa. Prawdopodobnie przeszacowano liczbę osób, którym te świadczenia się należały. Gdy otrzymamy sprawozdanie, zobaczymy, w których konkretnie świadczeniach znalazły się te przeszacowania. Pojawia się pytanie, jak zostało wykorzystane becikowe, ile poszło na zasiłki, co z rolnikami. Przecież w grudniu 2005 r. przegłosowana została ustawa, która podwyższała dochód z hektara, uprawniający do otrzymania świadczeń. Innym miejscem, gdzie pojawiły się oszczędności, są rachunki dysponentów, m.in. ministerstw, na których pozostało w sumie 700 mln zł. To środki, które na ich wniosek zostały przekazane na ich rachunek, ale - niewykorzystane. Pojawia się zatem pytanie, czy zapotrzebowania na pieniądze z budżetu nie były składane "na wszelki wypadek".

Część niewykorzystanych środków to także pieniądze, które miały posłużyć finansowaniu projektów unijnych. W 2006 r. niektóre resorty miały zaplanowane po stronie przychodów zamiast pożyczek z budżetu państwa środki, które miały przyjść z Unii Europejskiej. Ale np. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie wykorzystało prawie 190 mln zł.

Reklama
Reklama

Wynik budżetu poprawił także fakt, że resort obrony zapłacił mniejszy VAT przy zakupie samolotów F-16.

Czy Pani resort ma pomysł na to, by planowanie wydatków było bardziej precyzyjne?

Powoli próbujemy wprowadzać nowy element - coś, co można nazwać elementem programowania wieloletniego, a co przejawia się w postaci promes budżetowych. W roku 2006 r. zaczęliśmy wydawać promesy na finansowanie projektów realizowanych z udziałem funduszy unijnych. Minister Finansów w przypadku konkretnego przedsięwzięcia wydaje po prostu decyzję, która jest przyrzeczeniem przekazania środków na realizację tego projektu w przyszłości. Promesa taka daje możliwość rozpoczęcia procesu przetargowego. Po zakończeniu przetargu, gdy znana jest ostateczna kwota wydatków, powstaje harmonogram realizacji projektu, w niektórych przypadkach sięgający nawet roku 2011. Nowelizując w ubiegłym roku ustawę o finansach publicznych rozciągnęliśmy możliwość wydawania promes na inwestycje wieloletnie i programy wieloletnie.Zmiany dotyczą typowych projektów inwestycyjnych. Co z wydatkami socjalnymi?

Resort pracy powinien mieć rozpoznanie potrzeb w tym zakresie. Jeżeli poprawia się sytuacja gospodarcza i rosną dochody, to zawężać się może krąg osób upoważnionych do odbioru świadczeń. Należałoby się w takiej sytuacji cieszyć, że środki budżetowe nie są wykorzystywane. To oznacza, że kondycja finansowa społeczeństwa jest coraz lepsza. Wydaje mi się natomiast, że przeszacowania środków na ten cel można uniknąć tylko wtedy, kiedy zwiększone byłyby rezerwy na wypadek pogorszenia koniunktury. Wtedy każdy miałby pewność, że najmniej zarabiający dostaną świadczenia. A jeżeli okaże się, że potrzeby są większe, to mielibyśmy źródło, z którego można by je finansować.

W tym kontekście być może trzeba się zastanowić nad większym uelastycznieniem budżetu, który obecnie jest dość sztywny. A nasi kontrahenci obawiają się, że wystarczy jeden tylko upadek przedsiębiorstwa na ich terenie i stanie się dramat. Dlatego każdy stara się zabezpieczyć i oczekuje jak najwyższych środków.

Jak ocenia Pani skalę wykonania dochodów - około 2,5 mld zł ponad plan?

Reklama
Reklama

Taka skala dochodów nie jest zaskoczeniem, od pewnego czasu wiadomo było, że dochody będą wyższe. Na etapie projektowania ustawy budżetowej na 2007 r. podawaliśmy, że to będzie 1,2 mld zł, potem w miarę jak napływały nowe informacje o dynamice PKB, następowały korekty naszych prognoz.

Po raz pierwszy od kilku lat zrealizowany został plan, jeżeli chodzi o wpływy z VAT.

Taki jest szacunek Departamentu Polityki Finansowej. Czekamy jeszcze na sprawozdania z izb skarbowych.

Wiele osób zastanawia się jednak, dlaczego dynamika wpływów z VAT jest niemal dwukrotnie wyższa niż dynamika PKB.

Po pierwsze: są zmiany, jeżeli chodzi o strukturę spożycia. Konsumenci kupują coraz więcej towarów o stawce 22 proc. kosztem towarów o stawce 7 proc. Poza tym pamiętajmy, że VAT-em objętych jest wiele działań, które nie mają bezpośredniego przełożenia na wzrost PKB. Płacimy wprawdzie podatek od użytkowania wieczystego, ale przecież opłaty te nie mają bezpośredniego wpływu na wzrost produktu krajowego. Warto też zauważyć, że znakomity wzrost wpływów z VAT to efekt wykorzystywania środków unijnych. Przecież mamy coraz więcej inwestycji, z Unii napływa więcej pieniędzy, rolnicy dostają dopłaty bezpośrednie, które przekładają się na zakupy. Moim zdaniem, to jest główna przyczyna.

Jaka będzie struktura budżetu na 2008 r.? Czym będzie się różnił od tego na 2007 r.?

Reklama
Reklama

Strukturę budżetu wyznaczył już program konwergencji. Tutaj nie powinno być znaczących odstępstw. Dokument przedstawiony w Brukseli musi być oparty na przewidywaniach jak najbliższych rzeczywistości. Na pewno musimy ograniczyć deficyt budżetu państwa.

Deficyt czy potrzeby pożyczkowe?

Deficyt. Jeżeli mamy schodzić z poziomem deficytu sektora finansów publicznych, to przede wszystkim musimy szukać możliwości zmniejszenia deficytu budżetu państwa. Bo w pozostałych segmentach ten deficyt jest w miarę niski, a jego struktura - w pewnym sensie narzucona.

Moje pytanie nawiązuje do zapowiadanej od dawna reformy finansów publicznych. Jeżeli rzeczywiście jest tak, że wygeneruje ona w perspektywie dwóch lat oszczędności rzędu 0,8 proc. PKB, to z czegoś musi się to brać.

Przygotowywana przez nas reforma zakłada likwidację gospodarstw pomocniczych, zakładów budżetowych, likwidację funduszy celowych, szczególnie w jednostkach samorządu terytorialnego. Nie wykluczamy również pewnych ruchów w agencjach czy w państwowych funduszach celowych. Tutaj sama konsolidacja da już pewne oszczędności.

Reklama
Reklama

Skąd taka nadzieja?

Podam przykład. Mamy Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Są to samodzielne byty prawne. Jeżeli zostaną włączone do budżetów samorządów województw, to środki, którymi do tej pory dysponowały, będą mogły być wykorzystane np. na wkład własny marszałka województwa przy programach uW związku z tym marszałek zaoszczędzi własne środki budżetowe na ten cel. Pamiętajmy, że podane przez nas 0,8 proc. PKB dotyczyło nie tyle budżetu państwa, ale całego sektora finansów publicznych.

Mówi się także o kontroli ex ante. Na czym ma ona polegać i jakie przyniesie oszczędności?

Kontrola ex ante zawsze musi dać oszczędności. Bo jest to kontrola przed dokonaniem wydatków. Wszystko zależy od tego, jaki model zostanie przyjęty. We Francji żaden resort nie może dokonać zamówienia czegokolwiek, jeżeli nie ma parafy resortu finansów. Jego służby oceniają, czy działanie jest zaplanowane, zgodne z prawem, czy jest prowadzone w sposób celowy, oszczędny.

U nas ma być podobnie?

Reklama
Reklama

Nie potrafię jeszcze powiedzieć, w jakim kierunku pójdziemy. Wydaje mi się, że model francuski byłby u nas trudny do wprowadzenia. Mamy bowiem tradycję dużej samodzielności resortów, jeżeli chodzi o gospodarkę finansową.

Kto będzie prowadził taką kontrolę? Resort finansów?

To nie jest jeszcze przesądzone...

Dziękuję za rozmowę.

fot. A.C.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama