Deficyt budżetu państwa w 2006 r. okazał się o około 5 mld zł mniejszy, niż założono w ustawie budżetowej. Jest Pani zaskoczona takim wynikiem?
Tak. Nie przypuszczałam, że zaoszczędzimy aż ok. 2,8 mld zł. Szacowaliśmy, że dochody budżetu będą wyższe o jakieś 2,5 mld zł. Do tego dodawaliśmy około 1 mld zł oszczędności, które pojawiły się w wydatkach. Ów miliard miał uzasadnienie w mniejszych od oczekiwanych dopłatach do paliwa rolniczego. Wiedzieliśmy, że wydano tylko 115 mln zł z 650 mln zł zapisanych w budżecie. Rolnicy nie przekazali po prostu faktur na odpowiednie kwoty. Drugą pozycją dość "luźno" zaplanowaną okazały się świadczenia rodzinne. Na ten cel przewidziano w ubiegłym roku około 10,3 mld zł. Nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, ile pieniędzy ostatecznie zostało wykorzystanych. Jednak już pewien czas temu musieliśmy inaczej rozdysponować ponad 890 mln zł rezerwy na świadczenia, bo inaczej by przepadły. Mówiąc szczerze: ministerstwo pracy i wojewodowie nie mieli precyzyjnego rozpoznania, ile tak naprawdę było potrzebne.
Biorąc pod uwagę cały budżet, można powiedzieć, że nie zrealizowano około 1,5 proc. zaplanowanych wydatków. Czy to jest dużo, czy mało?
Zależy, jak na to spojrzeć. Gdybyśmy na etapie planu próbowali zaoszczędzić te 1,5 proc., to nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Każdy wtedy precyzyjnie by dowodził, że zabieramy pieniądze, które są absolutnie niezbędne i na dodatek jest ich jeszcze za mało. Dwa przypadki - paliwo rolnicze i świadczenia rodzinne - są klasycznym przykładem na poparcie tej tezy. Zgadzam się, że trudno było oszacować te świadczenia. Po raz pierwszy ich wypłatą zajmowały się samorządy, a nie ZUS. Jak widać, nie do końca było wiadomo, jaki jest rozkład terytorialny tych świadczeń, bo w ZUS-ie nie było przecież podziału na województwa. Prawdopodobnie przeszacowano liczbę osób, którym te świadczenia się należały. Gdy otrzymamy sprawozdanie, zobaczymy, w których konkretnie świadczeniach znalazły się te przeszacowania. Pojawia się pytanie, jak zostało wykorzystane becikowe, ile poszło na zasiłki, co z rolnikami. Przecież w grudniu 2005 r. przegłosowana została ustawa, która podwyższała dochód z hektara, uprawniający do otrzymania świadczeń. Innym miejscem, gdzie pojawiły się oszczędności, są rachunki dysponentów, m.in. ministerstw, na których pozostało w sumie 700 mln zł. To środki, które na ich wniosek zostały przekazane na ich rachunek, ale - niewykorzystane. Pojawia się zatem pytanie, czy zapotrzebowania na pieniądze z budżetu nie były składane "na wszelki wypadek".
Część niewykorzystanych środków to także pieniądze, które miały posłużyć finansowaniu projektów unijnych. W 2006 r. niektóre resorty miały zaplanowane po stronie przychodów zamiast pożyczek z budżetu państwa środki, które miały przyjść z Unii Europejskiej. Ale np. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie wykorzystało prawie 190 mln zł.