W najbliższy czwartek Ministerstwo Finansów sfinalizuje sprzedaż 15-letnich euroobligacji nominowanych w euro. Zwyczajowo styczniowa emisja określana jest jako "benchmarkowa?. Pokazuje bowiem, jak drogie może być dla Polski pożyczanie pieniędzy na międzynarodowym rynku. W tym roku nasze papiery wyceniono na 18 punktów bazowych ponad średnią stopę swapową, co odpowiada rentowności na poziomie 4,528 proc. Na tej podstawie MF ustaliło wstępnie wartość emisji - 1,5 mld euro - mimo że popyt zgłaszany przez inwestorów był dwukrotnie wyższy.
Rok temu rząd sprzedał 10-letnie papiery za 3 mld euro. Marża była jednak niższa niż obecnie i wyniosła 15,5 pkt bazowych ponad stopę swap. To oznaczałoby, że w 2007 r. zakończył się wieloletni trend, zgodnie z którym oprocentowanie polskich euroobligacji rokrocznie malało. Stanowił on dowód na rosnące zaufanie inwestorów do naszego kraju.
Ekonomiści nie są jednak zaskoczeni odwróceniem trendu. - Poziom marży jest i tak niższy, niż wynikałoby to bezpośrednio z ocen ratingowych Polski. Poza tym w ostatnim tygodniu mieliśmy zwiększoną niepewność kupujących, związaną z zamieszaniem na rynkach wschodzących - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Zdaniem analityków w Londynie, osiągnięta przez rząd marża jest niska, bo mieści się w dolnych granicach oczekiwań rynkowych.
Podobną opinię ma resort. - Spread 18 punktów bazowych to wynik pogorszenia sytuacji rynkowej, ale i tak jest on bardzo dobry - przyznała wiceminister finansów Katarzyna Zajdel-Kurowska. Poinformowała też, że MF rozważa jeszcze w tym roku emisję euroobligacji denominowanych we frankach szwajcarskich oraz w jenach.