Spółka Eurotunnel, operator przeprawy pod kanałem La Manche, nie upadnie. Dostała zgodę sądu na restrukturyzację i może o ponad połowę zmniejszyć gigantyczne zadłużenie. - Wracamy do gry - oświadczył szef firmy Jacques Goudon.
Największy finansowany z prywatnych pieniędzy projekt infrastrukturalny w Europie od samego początku boryka się z kłopotami. Przede wszystkim z powodu mniejszego od przewidywań zainteresowania podróżami tunelem Eurotunnel, który go zbudował i nim zarządza, tylko powiększa swój balast zadłużenia. Ostatnio sięgnęło 6,2 mld funtów, czyli ponad 12 mld USD. Francusko-brytyjska firma znalazła się pod ochroną prawa upadłościowego.
Teraz Eurotunnel ma wreszcie szansę wyjść na prostą, bo sąd w Paryżu ostatecznie zgodził się na realizację planu naprawczego. Wierzyciele podpisali się pod nim już parę miesięcy temu. Zgodnie z tym planem, długi Eurotunnelu zostaną zredukowane do 2,84 mld funtów. Powstanie też nowa, zarejestrowana we Francji spółka holdingowa Groupe Eurotunnel, w miejsce dwóch dotychczasowych we Francji i Wielkiej Brytanii. Wyemituje ona obligacje za 1,28 mld funtów z możliwością ich wymiany na akcje. Ten nowy Eurotunnel postara się też o ulgi podatkowe i granty od państwa, mogące przynieść 450 mln euro do 2086 r. (wtedy straci ważność koncesja na obsługę tunelu).
Teraz wszystko jest w rękach akcjonariuszy. Restrukturyzacja się powiedzie, jeśli przynajmniej 60 proc. właścicieli papierów Eurotunnelu zgodzi się je wymienić na akcje Groupe Eurotunnel. Według Jacques?a Goudona, dyrektora generalnego Eurotunnelu, uruchomienie procedury konwersji będzie możliwe na przełomie lutego i marca.
Akcje "nowego" Eurotunnelu będą mogły wtedy wrócić na giełdę. Notowania w Londynie są zawieszone od kwietnia, a w Paryżu od połowy maja zeszłego roku. Papiery spółki w ciągu kilku lat przyniosły ponad 70-proc. stratę.