Zwyżka S&P 500, licząc od dołka z czerwca 2006 r., trwa już od blisko 150 sesji. Tak długiego okresu dobrej koniunktury nie było od lat. W tym czasie indeks zyskał prawie 17 proc., i to jest wynik również lepszy niż w trakcie trzech wcześniejszych ruchów zwyżkowych, jakie miały miejsce od 2004 r. To już od pewnego czasu każe spodziewać się okresowego przesilenia na amerykańskim parkiecie. Wciąż jednak ono nie nadchodzi, co zapewne w ostatecznym rozrachunku dodatkowo wzmacnia zwyżkę, bo do grona kupujących dołączają ci, którzy nie mogą doczekać się wyraźnie niższych cen akcji. Odsuwa go w czasie także to, że taniejąca ropa znacząco zwiększyła wiarę inwestorów w miękkie lądowanie gospodarki USA.

Środa i czwartek pozwolą takie oczekiwania zdecydowanie zweryfikować. Seria danych makroekonomicznych o stanie gospodarki w grudniu może wywołać bardziej żywiołowe reakcje. Z drugiej jednak strony, mnogość danych - od inflacji, przez produkcję przemysłową i raporty z rynku nieruchomości do wskaźników wyprzedzających koniunktury - może spowodować, że utrzymane zostanie status quo. Jest jednak nadzieja, że dowiemy się, na co bardziej inwestorzy zwracają uwagę: zagrożenia inflacyjne, czy kwestie związane z tempem wzrostu gospodarki. Uwagę zwraca długi okres niskiej zmienności S&P 500. Mierzący ją wskaźnik ATR (4-tygodniowy) od blisko 3 miesięcy wynosi ok. 0,7 proc. W ostatnich 3 latach osiągnięcie tak niskiego poziomu w dalszej perspektywie zapowiadało nadejście korekty. Niska zmienność często zapowiada mocniejszy ruch w którąś ze stron. Tak było na przykład latem na rynku ropy. W tym wypadku niewielkie wahania oznaczały wyczerpywanie się trendu rosnącego. Sytuacja indeksu S&P 500 wydaje się prosta. Krótkoterminowym wsparciem nadal pozostaje poziom 1406 pkt. Jego przebicie wzmacniałoby obawy przed nadejściem trwalszego przesilenia. Dopóki się to nie stanie "pięćsetka" będzie się utrzymywać w konsolidacji, ewentualnie podlegać bardzo łagodnemu wzrostowi.