Trwa kryzys w Airbusie. Firma po raz pierwszy od sześciu lat przegrała wyścig z Boeingiem o zamówienia na nowe samoloty, a na dodatek zamknęła rok stratą.

Pod względem zrealizowanych dostaw to wciąż jeszcze europejski producent jest na czele. Dostarczył w zeszłym roku liniom lotniczym 434 maszyny, podczas gdy amerykański konkurent tylko 398. Ale wkrótce ta klasyfikacja może się odwrócić, bo to Boeing skuteczniej zdobywa nowe zlecenia. W zeszłym roku do Seatlle, gdzie ma siedzibę, wpłynęły zamówienia na 1044 maszyny, podczas gdy u Airbusa zamówiono tylko 790 samolotów.

Oczywiście, Louis Gallois, dyrektor generalny firmy z Tuluzy, nie traci fasonu. Wczoraj podkreślał, że zeszły rok pod względem dostaw był dla Airbusa rekordowy, a ten powinien być jeszcze lepszy. Poinformował, że zatwierdzony został projekt budowy towarowej wersji modelu A330-200, służącego do lotów na średnich i długich dystansach.

Prawdziwym zmartwieniem firmy pozostaje airbus A380, samolot-gigant, zabierający na pokład ponad pół tysiąca pasażerów. Jego produkcja jest opóźniona o kilkanaście miesięcy. Spowodowało to złość odbiorców, gotowych wystąpić o odszkodowania. Konieczność zapłaty przewidzianych kontraktami kar, a także odpisy związane ze stratą wartości aktywów i zmianą planów, zostaną zapisane w poczet wyników za zeszły rok. To sprawi, że Airbus zakończy 2006 r. stratą - poinformował European Aeronautics, Defence and Space (EADS), spółka matka lotniczej firmy. EADS podał też, że niewykluczone są kolejne odpisy związane z A380.

Akcje EADS spadły wczoraj prawie o 4 proc. W ciągu ostatniego roku straciły 19 proc., gdy w tym czasie notowania Boeinga wzrosły o 30 proc.