Wczoraj we wszystkich polskich kopalniach odbyło się referendum na temat strajku generalnego. Nastroje związkowców wskazują na to, że 24 stycznia zaczną się protesty. Górnicy nie zgadzają się z założeniami przedstawionymi przez Ministerstwo Gospodarki w strategii dla sektora węgla kamiennego. Tymczasem wiceszef resortu Paweł Poncyljusz ostrzega górników, że strajk będzie nielegalny i zgubny dla kopalń. - Jeden dzień strajku w górnictwie to około 90 mln zł strat, za które zapłaci nie tylko branża, lecz także podatnicy. Brak dostaw węgla oznacza też wstrzymanie pracy polskich elektrowni - mówi P. Poncyljusz. Ostrzega też górników, że za czas strajku nie dostaną wypłat.
Dlaczego związkowcom nie podoba się rządowa strategia? Sprzeciwiają się oni powiązaniu wynagrodzeń z wydajnością pracy i wynikami osiąganymi przez kopalnie. Górnicy nie chcą też ograniczenia wydobycia. - Tymczasem około 15 mln ton tego surowca jest sprzedawanych ze stratą. Koszt wydobycia węgla jest często o wiele wyższy niż cena, po której można go sprzedać - wyjaśnia wiceminister. Jego zdaniem, zarządy spółek górniczych same mają określać poziom wydobycia, w zależności od popytu.
Postulatem związkowców jest również wprowadzenie do strategii zapisów, które zablokowałyby prywatyzację spółek górniczych. - To byłoby całkowicie nieracjonalne - uważa Poncyljusz. - Po pierwsze, w opracowanej przez nas strategii nie ma żadnych zapisów przesądzających o tym, że do prywatyzacji dojdzie. Po drugie, w razie potrzeby wchodzenie na giełdę umożliwiłoby górnictwu pozyskanie kapitału - wyjaśnia.
Argumenty MG nie trafiają do związkowców. P. Poncyljusz też nie chce już z nimi rozmawiać. - Od 1990 r. restrukturyzacja górnictwa kosztowała Polskę prawie 50 mld zł. Nie stać nas na kolejne miliardy złotych wydane tylko na ten sektor - podsumowuje wiceminister.