Wzrost amerykańskich indeksów drugi dzień z rzędu zahamowała spółka technologiczna. W środę inwestorów rozczarował Intel, wczoraj - koncern Apple. Z jednej strony właściciele akcji iPod-ów nie mogą narzekać, bo te odtwarzacze muzyczne, obecne na rynku od pięciu lat, wciąż świetnie się sprzedają i pozwoliły zarobić Apple miliard dolarów w minionym kwartale. To najlepszy wynik w historii firmy - znacznie lepszy od oczekiwań rynku. Ale nader skromne okazały się prognozy na kolejne miesiące. Przychody Apple w rozpoczętym w styczniu II kwartale finansowym sięgną tylko 4,9 mld USD, zamiast 5,3 mld USD prognozowanych przez ekspertów. Mniejsze od prognoz mają być też zyski. Właśnie z tego powodu akcje Apple straciły wczoraj ponad 5 proc. Pociągnęły w dół cały sektor nowych technologii. Indeks rynku Nasdaq, gdzie notowane jest Apple i większość firm high-tech, po dwóch godzinach handlu tracił ok. 1 proc. Mniejsze straty miały inne wskaźniki. Inwestorzy z uwagą wczytywali się w komentarze prezesa Rezerwy Federalnej Bena Bernanke, który wczoraj zdawał raport o stanie gospodarki przed senacką komisją budżetową. Przesłanie nie było pozytywne: Bernanke mówił o możliwości kryzysu fiskalnego, który może czekać Stany Zjednoczone, jeśli administracja nie weźmie się za ograniczanie wydatków na cele socjalne. Niepokojące dla inwestorów były też dane na temat inflacji, choć zrównoważył je zaskakująco pozytywny raport z rynku nieruchomości. Wpływ wypowiedzi szefa Fed na decyzje inwestorów widać było też w Europie. Po porannych lekkich zwyżkach, po południu, kiedy Bernanke dotarł do Senatu, nie było już śladu. Traciły m.in. akcje koncernu farmaceutycznego Novartis. Dla niego obcięcie wydatków administracji w USA na opiekę medyczną byłoby sporym ciosem, ponieważ firma za Atlantykiem generuje połowę przychodów. Ponadto Novartis opublikował słabsze od prognoz rezultaty finansowe. Właścicieli Allianza nie ucieszyła informacja o wydaniu ok. 10 mld euro na przejęcie pełnej kontroli nad swoimi spółkami we Francji i Niemczech.