Średnie ceny surowców, mierzone wskaźnikiem CRB Futures, w ostatni czwartek wpadły w kolejny dołek - były najniższe od lutego 2005 r. Od dwóch sesji notowania surowców odrabiają straty. Ruch CRB Futures do góry o niczym jednak nie przesądza, ponieważ jest niemal wyłącznie zasługą wzrostu notowań jednej grupy surowców - energetycznych. Przez dwie sesje, piątkową i wczorajszą, najbardziej podskoczyły ceny gazu ziemnego (o ponad 14 proc.), a ropa naftowa, olej opałowy i benzyna na rynku terminowym w Nowym Jorku zdrożały o ponad 5 proc. Wśród pozostałych 15 surowców uwzględnianych w CRB Futures zmiany były znacznie mniejsze, sięgały najwyżej 2 proc. w jedną lub drugą stronę. Powodem odbicia się cen ropy i jej pochodnych jest rewolucja pogodowa w Stanach Zjednoczonych, które mają największe potrzeby energetyczne na świecie. O ile dotąd na północnym wschodzie, który odpowiada za 80 proc. konsumpcji paliw grzewczych w USA, tegoroczna zima była wyjątkowo łagodna, tak teraz temperatury są wyraźnie niższe od średnich z ostatnich lat. I na tym poziomie powinny się utrzymać co najmniej do końca stycznia - prognozują meteorolodzy. Za wzrost cen ropy częściowo odpowiada również Iran, który nie chce wpuścić 38 inspektorów Organizacji Narodów Zjednoczonych, mających przyjrzeć się pracom nad energią jądrową. Iran nie chce podporządkować się zaleceniu Rady Bezpieczeństwa ONZ i zerwać z programem nuklearnym. Wskaźnik CRB Futures zyskał wczoraj ponad 1 proc. i wynosił 293,5 pkt. Wciąż jest jednak o ponad 2 proc. niżej niż na początku roku.