Australijskiemu Ansellowi może udać się przejęcie Unimilu w ogłoszonym przed świętami Bożego Narodzenia wezwaniu. Wczoraj okazało się, że polski producent prezerwatyw nie ma własnej strategii. A w zasadzie strategia, która była od kilku miesięcy przygotowywana przez zarząd i miała być przedstawiona akcjonariuszom w czwartek, legła w gruzach.
Zerwane rozmowy
We wtorek plany na przyszłość miała poznać rada nadzorcza. Nie doszło do tego, bo w tzw. międzyczasie okazało się, że firmy, z którymi Unimil rozmawiał o przejęciach - głównym elemencie strategii - zawiesiły dalsze negocjacje do czasu, aż wyjaśni się, czy wezwanie się powiedzie. - Prawdopodobnie chcą dostać się do grupy Ansella - mówi nasz informator. Chodzi o co najmniej dwie spółki zachodnioeuropejskie i jedną z Chin.
Zarząd i rada nadzorcza Unimilu chciały przedstawić strategię dla spółki jeszcze przed zakończeniem wezwania - 5 lutego. Ansell Healthcare oferuje 5,9 zł za walor i chce skupić przynajmniej 75 proc. papierów. Analitycy uważają, że jest to cena poniżej wartości godziwej. W swoich ocenach brali jednak pod uwagę możliwości rozwojowe producenta prezerwatyw i szczątkowe informacje, które do tej pory przedostały się do opinii publicznej. Wynikało z nich np., że Unimil ma zamiar przejąć lub wybudować własną fabrykę w Chinach. Wiadomo też, że liczył na przejęcia w Europie i Ameryce Południowej.
Z naszych informacji wynika też, że niechętni sprzedaży akcji po cenie oferowanej przez Ansella są drobni udziałowcy. Ponieważ akcjonariat Unimilu jest bardzo rozdrobniony, liczyli na zdecydowaną deklarację największych inwestorów o tym, czy będą sprzedawać papiery w wezwaniu.