Międzyresortowy zespół do spraw inwestycji zagranicznych dawno nie miał tyle pracy co teraz - mówi wiceminister gospodarki Andrzej Kaczmarek. - Zajmujemy się obecnie trzydziestoma projektami. Osiem z nich dotyczy branży motoryzacyjnej, tyle samo - sektora elektronicznego. Mamy też trzynaście propozycji budowy centrów outsourcingowych i dwa przedsięwzięcia z branży lotniczej - dodaje. Z jakimi firmami prowadzone są negocjacje? Tego wiceminister nie może jeszcze ujawnić.
Ze wstępnych szacunków wynika, że w 2006 roku zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 10 mld dolarów. Dla porównania, w 2005 roku napłynęło do nas ok. 7,8 mld USD. - Wśród zagranicznych inwestorów widać wyraźne i ciągle nasilające się ożywienie - mówi A. Kaczmarek. Jego zdaniem, pozytywnym znakiem jest to, że rząd często prowadzi rozmowy z firmami, które już prowadzą działalność w Polsce. - Jest im u nas na tyle dobrze, że chcą jeszcze rozwinąć działalność produkcyjną i usługową - wyjaśnia wiceminister.
Resort gospodarki ocenia, że do 2010 roku, dzięki inwestycjom zagranicznym, Polska zdominuje europejski rynek RTV. W ciągu najbliższych czterech lat produkcja telewizorów w Polsce powinna wzrosnąć do 38-40 milionów sztuk rocznie. Ta il0ść jest w stanie zaspokoić prawie 80 proc. zapotrzebowania całej Europy. Podobnie sprawa ma się z artykułami gospodarstwa domowego. Zdaniem A. Kaczmarka, działające w Polsce firmy będą w stanie zaspokoić nawet 30 proc. europejskiego popytu na te produkty.
Na zagranicznych inwestorów jak magnes działają Specjalne Strefy Ekonomiczne. Jednak okres przejściowy, w którym firmy działające w SSE mogą korzystać z ulg podatkowych, kończy się w 2011 r. Czy grozi nam odpływ inwestorów? - Chcemy, aby do tego czasu SSE zaczęły działać bardziej na zasadzie parku technologicznego. Dalej będą miejscem, w którym dogodnie prowadzi się działalność - uważa Kaczmarek. Również zdaniem eksperta ekonomicznego Marka Zubera, obniżone podatki nie mogą być traktowane jako główny atut. - Musimy walczyć o inwestorów, poprawiając infrastrukturę transportową i uciążliwe przepisy - uważa ekonomista.