Dzięki lepszym wpływom podatkowym i oszczędnościom w wydatkach deficyt budżetu państwa w 2006 r. okazał się o 5,46 mld zł niższy od planu - wynika ze wstępnych szacunków, opublikowanych wczoraj przez Ministerstwo Finansów. Rząd zakładał w ustawie budżetowej, że niedobór nie przekroczy 30,55 mld zł. W rzeczywistości jest on mniejszy. Zdecydowały o tym m.in. wysokie wpływy z podatków dochodowych (zwłaszcza PIT), jak również niewykorzystanie części rezerw celowych. Nieco mniejsze były również koszty obsługi zadłużenia zagranicznego. W sumie oszczędności w wydatkach sięgnęły 3 mld zł.
Choć poziom deficytu jest najniższy od 2000 r., nikt nie spodziewa się pozytywnej reakcji rynków. Dla inwestorów dane nie są zaskoczeniem i zostały już uwzględnione przy wycenie rządowych papierów. Na dobrą sytuację finansów państwa wskazywały bowiem comiesięczne raporty publikowane przez MF i ostatnie wypowiedzi kierownictwa resortu. Ekonomistów interesować będzie teraz raczej kondycja tegorocznego budżetu. Sejm przyjął wczoraj plan dochodów i wydatków państwa (rosną w stosunku do 2006 r. o kilkanaście procent), przy założeniu deficytu na poziomie 30 mld zł. Zdaniem MF, wysoka dynamika dochodów podatkowych jest możliwa do osiągnięcia.
Posłowie przegłosowali wczoraj większą część poprawek proponowanych przez Senat - zgodzili się m.in. na zwiększenie pensji dla nauczycieli o 5 proc. Dodatkowe środki na ten cel (500 mln zł) pochodzić mają m.in. z większej niż przewidywano wpłaty z zysku NBP. Prócz tego zaaprobowali podwyżki dla żołnierzy zawodowych (koszt - 212 mln zł) oraz większe środki na pomoce naukowe dla uczelni wyższych (100 mln zł). Po długiej dyskusji przeszła także kontrowersyjna poprawka przekazująca 40 mln zł na budowę Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie (formalnie państwo nie może dotować budowy obiektów sakralnych).
Ustawa budżetowa trafi teraz do prezydenta do podpisu.