Aż 5,6 miliarda dolarów stracił w ostatnim kwartale drugi co do wielkości amerykański koncern motoryzacyjny. W efekcie całoroczne straty sięgnęły aż 12,75 mld USD i okazały się znacznie większe niż w najgorszym dotąd 1992 roku. Wtedy Ford Motor znalazł się o 7,4 mld USD pod kreską.
Główną przyczyną kiepskiej kondycji Forda, który ostatni raz miał zyski w II kwartale 2005 r., jest spadający popyt na auta tej firmy na jej rodzimym rynku. W zeszłym roku wyprodukowała w USA aż o 24 proc. mniej pojazdów niż rok wcześniej. Udział Forda w amerykańskim rynku spada od 11 lat, głównie na rzecz Toyoty.
Podobne problemy ma też jego odwieczny rywal - General Motors. Firmy z Japonii i Korei Południowej produkują auta mniejsze i tańsze w eksloatacji, co przy wysokich cenach ropy naftowej i benzyny zjednuje im wielu sympatyków. Typowo amerykańskie paliwożerne pick-upy i SUV-y (terenowo-użytkowe) idą zaś w odstawkę.
Od września Fordem kieruje Alan Mulally, były menedżer Boeinga. Chce poprawić kondycję koncernu poprzez redukcję zatrudnienia, zamykanie fabryk i inwestycje w nowe modele. W zeszłym kwartale z programu dobrowolnych odejść skorzystało 30 tys. zatrudnionych. Mogą oni liczyć na odprawy nawet 140 tys. USD, co ciąży na bieżących wynikach firmy. W długim terminie ma to jednak dać pozytywny efekt. Ford spodziewa w tym roku zmniejszenia strat, choć dokładnych prognoz nie podał.
Do końca 2012 roku Ford Motor chce zamknąć w USA szesnaście fabryk.