Słuchałem kilka dni temu podczas uroczystej giełdowej gali ministra skarbu, który mówił to, co wszyscy wiedzą od dawna. Ale w ustach ministra zawsze brzmi to dosadniej, więc powtórzmy za nim: nie ma lepszego sposobu na prywatyzację firm niż sprzedaż na giełdzie. To metoda gwarantująca wyższą niż jakakolwiek inna przejrzystość. A pewnie i cenę.
Innych argumentów chyba nie potrzeba, choć na podorędziu mam, jak zawsze, "ciasteczkowy" przykład. Tylko sprzedając spółkę na giełdzie, można dostać pieniądze, uzyskać wycenę przedsiębiorstwa, wprowadzić w nim najwyższe standardy, itd., a zarazem zachować nad nim kontrolę. Innymi słowy, można zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko, zapewne jeszcze smaczniejsze niż przed konsumpcją.
Deklaracja ministra jest ważna i interesująca tym bardziej, że prywatyzacji przez giełdę... nie ma. Może stąd wziął się ten wyraz niedowierzania na twarzach niektórych słuchaczy? Od biedy można mówić w tym kontekście o Ruchu. Z tym że spółka podniosła kapitał, a Skarb Państwa nie sprzedał ani jednej akcji.
Na szczęście obiecująco wyglądają plany ogłoszone w ostatnich dniach przez wiceministrów skarbu. A także zapowiedź prywatyzacji samej giełdy (choć chyba nie przez giełdę). Czy równie dobrze wyglądać będzie realizacja planów?
Pamiętam dawniejsze zapowiedzi rządzących: przedsiębiorstwa strategiczne powinny zostać pod kontrolą państwa (choć niekoniecznie muszą być własnością tylko państwa - tu można wrócić do przykładu wspomnianego już ciasteczka), a inne powinny trafić w prywatne ręce. MSP stanie się zaś właściwie niepotrzebne, a już na na pewno nie w obecnym kształcie.