Reklama

Dochodowy biznes zakopany głęboko pod płotem

Sądzę, że zasady stosowane w zarządzaniu Holdingiem Farmutil w dużej części przypominały to, co proponował Hochwanderlif

Publikacja: 27.01.2007 11:27

Czy zauważyli Państwo, jak wiele w naszym codziennym życiu cytatów i porównań do kultowego już filmu Stanisława Barei "Miś". Fragmenty tego arcydzieła trafiły do gazet, znajdujemy je w reklamach, często są cytowane w wystąpieniach i przemówieniach.

Każdy z nas odczytuje ten film inaczej - w zależności od nastroju i kontekstu. Bardzo często też w różnych sytuacjach przypominają się nam poszczególne obrazy. W ostatnich dniach ciągle przypomina mi się scena, w której Hochwander - producent filmowy grany przez Krzysztofa Kowalewskiego tłumaczy trenerowi Ochuckiemu (znakomity Stanisław Tym) sposób, w jaki sfinansowana została budowa słomianej kukły przedstawiającej Misia właśnie. Szczegółów intrygi nie będę przypominał, wspomnę tylko rozmowę, w której ustalano zasady finansowania projektu. Hochwander stwierdził, że zaprzyjaźniony pilot wykona całą usługę "po godzinach" (sam coś na tym zarobi), słoma miała zostać załatwiona z PGR-u spod Koszalina, zaś taśma filmowa miała pochodzić z nadwyżek. Dzięki temu organizatorzy mieli być "do przodu" na około sto osiemdziesiąt tysięcy złotych. Samego Misia planowano sprzedać Muzeum Ludowemu w Olsztynku, co miało przynieść kolejne sto pięćdziesiąt tysięcy.

Po tej wypowiedzi następuje monolog Stanisława Tyma: "Ty będziesz robił dziadowskie oszczędności na sto, dwieście tysięcy, żeby nas byle łajza z kontroli wzięła za tyłek." Później tłumaczy, że helikopter wynajęty zostanie na dziesięć godzin za pełną stawkę godzinową od instytucji, sam zaś Miś zamówiony zostanie w Cepelii. Autorzy projektu zaś, jako konsultanci otrzymają wynagrodzenie stanowiące 15 proc. wartości projektu.

Zastanawiasz się, drogi Czytelniku, w związku z jakimi wydarzeniami ciągle wspominam tę scenę - już odpowiadam. Chodzi o informacje związane ze śledztwem wokół byłego senatora - Henryka Stokłosy. Sądzę, że zasady stosowane w zarządzaniu Holdingiem Farmutil w dużej części przypominały to, co proponował Hochwander. Nie wiemy, jak było w rzeczywistości - firma jest prywatnym przedsiębiorstwem, ale z różnych docierających informacji wynika, że to porównanie jest zasadne.

W ubiegłych latach wiele kontrowersji wzbudzał problem z utylizacją odpadów. Podejrzewano wręcz, że dochodzi do zakopywania padliny. Kiedy dziennikarze zainteresowali się tymi informacjami, byli kilkakrotnie zatrzymani (w sierpniu i listopadzie 2005 roku) przez pracowników firmy. W czerwcu 2006 roku w zakładach doszło do pożaru. Co się spaliło? Nie wiemy.

Reklama
Reklama

Obecnie dowiadujemy się o licznych nieprawidłowościach związanych z uzyskiwaniem ulg i zwolnień podatkowych. Jest to kontynuacja serii zatrzymań, które miały miejsce w Ministerstwie Finansów w 2006 roku. Teraz pojawiły się pogłoski, że ten były senator uciekł do Argentyny, a Prokuratura Krajowa złożyła już w sądzie wniosek o jego aresztowanie. Jakie informacje przyniesie śledztwo - nie wiemy. Ale mam wrażenie, że prezes Farmutilu - dla stosunkowo niewielkich "oszczędności", które uzyskiwał w poprzednich latach - zaprzepaścił dorobek swojego życia. Te "oszczędności" - to głównie korzystne dla niego wyroki wojewódzkiego sądu administracyjnego w Poznaniu, w sprawach dotyczących decyzji izb skarbowych.

Szkoda. Zorganizowanie całego "przedsięwzięcia" świadczy o dużych zdolnościach biznesowych oraz świetnej znajomości naszego rynku (nie tylko mięsnego). Wykorzystanie tego potencjału mogło spowodować, że senator Stokłosa byłby w Polsce mięsnym potentatem.

Wystarczyłoby w odpowiednim czasie - na którymś etapie rozwoju firmy - przygotować ją do wprowadzenia na giełdę. W grupie zostałyby wdrożone odpowiednie procedury, zaś jej struktura uporządkowana. Później, dzięki emisji akcji, Farmutil posiadałby środki na rozwój i modernizację zakładów, zwiększanie ich mocy produkcyjnych oraz fuzje i przejęcia.Wspomniana wcześniej utylizacja odpadów byłaby sztandarową inwestycją senatora, po której oprowadzałby wycieczki. Zostałaby częściowo sfinansowana ze środków Unii Europejskiej (dotacje księguje się jako zysk), a częściowo z kredytów "ekologicznych" (bardzo atrakcyjne oprocentowanie i możliwość umorzenia części długu). Przejmowanie kolejnych firm? Tu metod jest wiele.

Oczywiście warunkiem sukcesu jest zmiana myślenia o biznesie. Przed wejściem na giełdę trzeba przestać rozumować kategoriami "to wszystko jest moje i nic nikomu nie dam". Trzeba płacić podatki - bo inwestorzy chcą dużych zysków. Trzeba wypłacać dywidendę - bo inwestorzy chcą w tych zyskach mieć jakiś udział. Trzeba spółkę uczynić przejrzystą, tak aby nic nie "wyciekało". Ale to się opłaca. Każda złotówka zatrzymana jako zysk powoduje większą wycenę posiadanego pakietu akcji. A kilkanaście groszy i tak wróci jako dywidenda. Legalnie, w świetle jupiterów, a nie po cichu pod płotem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama