Czy zauważyli Państwo, jak wiele w naszym codziennym życiu cytatów i porównań do kultowego już filmu Stanisława Barei "Miś". Fragmenty tego arcydzieła trafiły do gazet, znajdujemy je w reklamach, często są cytowane w wystąpieniach i przemówieniach.
Każdy z nas odczytuje ten film inaczej - w zależności od nastroju i kontekstu. Bardzo często też w różnych sytuacjach przypominają się nam poszczególne obrazy. W ostatnich dniach ciągle przypomina mi się scena, w której Hochwander - producent filmowy grany przez Krzysztofa Kowalewskiego tłumaczy trenerowi Ochuckiemu (znakomity Stanisław Tym) sposób, w jaki sfinansowana została budowa słomianej kukły przedstawiającej Misia właśnie. Szczegółów intrygi nie będę przypominał, wspomnę tylko rozmowę, w której ustalano zasady finansowania projektu. Hochwander stwierdził, że zaprzyjaźniony pilot wykona całą usługę "po godzinach" (sam coś na tym zarobi), słoma miała zostać załatwiona z PGR-u spod Koszalina, zaś taśma filmowa miała pochodzić z nadwyżek. Dzięki temu organizatorzy mieli być "do przodu" na około sto osiemdziesiąt tysięcy złotych. Samego Misia planowano sprzedać Muzeum Ludowemu w Olsztynku, co miało przynieść kolejne sto pięćdziesiąt tysięcy.
Po tej wypowiedzi następuje monolog Stanisława Tyma: "Ty będziesz robił dziadowskie oszczędności na sto, dwieście tysięcy, żeby nas byle łajza z kontroli wzięła za tyłek." Później tłumaczy, że helikopter wynajęty zostanie na dziesięć godzin za pełną stawkę godzinową od instytucji, sam zaś Miś zamówiony zostanie w Cepelii. Autorzy projektu zaś, jako konsultanci otrzymają wynagrodzenie stanowiące 15 proc. wartości projektu.
Zastanawiasz się, drogi Czytelniku, w związku z jakimi wydarzeniami ciągle wspominam tę scenę - już odpowiadam. Chodzi o informacje związane ze śledztwem wokół byłego senatora - Henryka Stokłosy. Sądzę, że zasady stosowane w zarządzaniu Holdingiem Farmutil w dużej części przypominały to, co proponował Hochwander. Nie wiemy, jak było w rzeczywistości - firma jest prywatnym przedsiębiorstwem, ale z różnych docierających informacji wynika, że to porównanie jest zasadne.
W ubiegłych latach wiele kontrowersji wzbudzał problem z utylizacją odpadów. Podejrzewano wręcz, że dochodzi do zakopywania padliny. Kiedy dziennikarze zainteresowali się tymi informacjami, byli kilkakrotnie zatrzymani (w sierpniu i listopadzie 2005 roku) przez pracowników firmy. W czerwcu 2006 roku w zakładach doszło do pożaru. Co się spaliło? Nie wiemy.