Reklama

Mroczne widmo, a kysz!

Gail Fosler nie tylko nie widzi szansy na cięcie stóp procentowych Fed w 2007 roku, ale zakłada wręcz kolejne podwyżki stóp w USA

Publikacja: 29.01.2007 13:38

W poprzednim felietonie wspomniałem o raczej ponurej - z polskiej perspektywy - prognozie nieokreślonego w czasie powrotu, a nawet wzmocnienia, wzrostowego trendu na rynku ropy naftowej, który to scenariusz podtrzymuje analityk Jim Rogers. Ten sam Rogers, który lata temu wykrakał surowcową hossę, której gwałtownej korekty byliśmy świadkami w ostatnich miesiącach. Przypomnę tylko, że docelowy zasięg owego oczekiwanego trendu miałby wynieść notowania kontraktu na baryłkę ropy powyżej 150 dolarów.

Jak wyjaśniałem, opinie Rogersa zwróciły moją uwagę ze względu na szacunek, jakim darzę ludzi odważnie prezentujących opinie sprzeczne z dominującymi. Fakt, iż bardzo często wychodzi na to, że sam jestem kontrarianinem i szanuję niezależne opinie, nie oznacza jednak, że zawsze się z nimi zgadzam. Jak pisałem, w przypadku prognoz Rogersa, z uwagi na polskie interesy, z całego serca życzę mu wręcz pomyłki.

Od poprzedniego felietonu minęło raptem kilka dni, a moja atencja względem sióstr i braci kontrarian została ponownie wystawiona na próbę. Bo oto Gail Fosler, sympatyczna pani pełniąca funkcję głównego ekonomisty renomowanej organizacji Conference Board, przypomniała i podtrzymała właśnie swoje prognozy na ten rok. Sam scenariusz globalny nie był specjalnie zaskakujący. Co innego niektóre wnioski, zwłaszcza te dotyczące oczekiwanej polityki Fed.

Niemal comiesięczne raporty Gail Fosler to jedna z moich regularnych - i przyznam ulubionych - lektur, choć czasami jej scenariusze analityczne zastanawiają nawet tak upartego niekiedy kontrarianina jak ja. Tym razem jednak zastanawiają mnie szczególnie. I nie da się ukryć - trochę martwią. Bo, podobnie jak w przypadku wspomnianych wcześniej zapowiedzi powrotu megahossy na rynku ropy, ewentualna realizacja prognoz Conference Bard dotyczących stóp Fed mogłaby nas sporo kosztować. Co na pewno nie byłoby przyjemne.

W czym rzecz? Otóż, w przeciwieństwie do sporej części analityków Gail Fosler nie tylko nie widzi szansy na cięcie stóp procentowych Fed jesz-cze w 2007 roku, ale zakłada wręcz kolejne podwyżki stóp w USA. I to spore. Z obecnych 5,25 proc. do 6,50 proc. jeszcze w tym roku. I następne w 2008 roku, co - wedle opisywanego scenariusza - wcale nie kończyłoby sprawy... Choć założenie owego scenariusza jest de facto pozytywne (lepsza od oczekiwań koniunktura na świecie), to skutki nie byłyby już tak jednoznaczne.

Reklama
Reklama

O wpływie podwyżek stóp w USA na spadek globalnego apetytu na ryzyko i tym samym - na inne rynki, zwłaszcza te opatrzone mianem "emerging", wiemy przecież wystarczająco dużo? Oczywiście, można mydlić sobie oczy skądinąd prawdziwą przecież konstatacją, że stopy w USA - mimo spektakularnej dwuletniej serii siedemnastu zwyżek - nie są tak naprawdę specjalnie wysokie. Wszak stosunkowo niedawno jeszcze zdarzały się przecież lata, które rozpoczynaliśmy ze stopami Fed na poziomie wyraźnie wyższym od obecnego (np. rok 1990 - 8,25 proc., 1991 - 7 proc., 1995 i 2000 - 5,50 proc. czy 2001 - 6,50 proc.). Wielokrotnie zwracałem uwagę, iż erę taniego pieniądza (2002 - 2005) w USA, strefie euro i Japonii trzeba traktować raczej jako stan nadzwyczajny i przejściowy. A zwyżki stóp - w USA, strefie euro czy Japonii - widzieć raczej jako powrót do normalności, a nie jakąś drastyczną akcję sadystycznie nastawionych wobec gospodarek i rynków kluczowych globalnych banków centralnych. Co prowadzi do wielu wniosków - choćby takiego, by nie widzieć jednoczesnego występowania spektakularnej serii podwyżek stóp w Stanach Zjednoczonych (2004-2006) i hossy na emerging markets (2003-2006) jako czegoś naturalnego. Hossy bowiem pewnie by nie było, gdyby stopy wcześniej nie zostały de facto zduszone do wyjątkowego minimum. I trudno ją sobie wyobrazić, gdyby stosunkowo umiarkowany poziom stóp Fed miał zostać faktycznie agresywnie podnoszony? A realizację scenariusza Gail Fosler przez Fed uznałbym jednak już za decyzję bardzo agresywną.Przy całym szacunku dla analiz Conference Bard, mimo wszystko bardziej przemawia do mnie scenariusz stabilizacji stóp w USA z tendencją do ich późniejszego spadku. Między innymi dlatego, że nie chce mi się wierzyć w samobójcze instynkty amerykańskich decydentów. Ewentualne gwałtowne zaostrzenie polityki Fed prowadziłoby bowiem zapewne do wyraźniejszego umocnienia dolara - co zresztą pokazuje sam scenariusz Conference Board na 2008 r. Zakłada on kurs euro na poziomie 1,17 dolara (wobec obecnego kursu około 1,30).

Jakoś nie bardzo pasuje to do oczekiwanego przecież postępu w ograniczaniu monstrualnego deficytu handlowego USA. Mogłoby się to także odbić na ogólnej koniunkturze w USA. Co także, z uwagi na dość logiczne w takim scenariuszu zmniejszenie dochodów podatkowych, kłóci się przecież z szumnie deklarowanym planem cerowania dziur w amerykańskich finansach publicznych i ambicji zmniejszania deficytu budżetowego.

Nie da się ukryć, że podobnie jak to jest z "byczymi" prognozami naftowymi Rogersa, tak i w przypadku prognoz kierunku i skali zmian stóp Fed oraz kursu dolara serdecznie życzę pomyłki Gail Fosler. Ewentualna realizacja jej scenariusza dla stóp Fed i dolara mogłaby bowiem ostro namieszać na naszym rynku. Niech więc pozostanie ciekawym, ale jednak tylko widmem. A kysz!

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama