W poprzednim felietonie wspomniałem o raczej ponurej - z polskiej perspektywy - prognozie nieokreślonego w czasie powrotu, a nawet wzmocnienia, wzrostowego trendu na rynku ropy naftowej, który to scenariusz podtrzymuje analityk Jim Rogers. Ten sam Rogers, który lata temu wykrakał surowcową hossę, której gwałtownej korekty byliśmy świadkami w ostatnich miesiącach. Przypomnę tylko, że docelowy zasięg owego oczekiwanego trendu miałby wynieść notowania kontraktu na baryłkę ropy powyżej 150 dolarów.
Jak wyjaśniałem, opinie Rogersa zwróciły moją uwagę ze względu na szacunek, jakim darzę ludzi odważnie prezentujących opinie sprzeczne z dominującymi. Fakt, iż bardzo często wychodzi na to, że sam jestem kontrarianinem i szanuję niezależne opinie, nie oznacza jednak, że zawsze się z nimi zgadzam. Jak pisałem, w przypadku prognoz Rogersa, z uwagi na polskie interesy, z całego serca życzę mu wręcz pomyłki.
Od poprzedniego felietonu minęło raptem kilka dni, a moja atencja względem sióstr i braci kontrarian została ponownie wystawiona na próbę. Bo oto Gail Fosler, sympatyczna pani pełniąca funkcję głównego ekonomisty renomowanej organizacji Conference Board, przypomniała i podtrzymała właśnie swoje prognozy na ten rok. Sam scenariusz globalny nie był specjalnie zaskakujący. Co innego niektóre wnioski, zwłaszcza te dotyczące oczekiwanej polityki Fed.
Niemal comiesięczne raporty Gail Fosler to jedna z moich regularnych - i przyznam ulubionych - lektur, choć czasami jej scenariusze analityczne zastanawiają nawet tak upartego niekiedy kontrarianina jak ja. Tym razem jednak zastanawiają mnie szczególnie. I nie da się ukryć - trochę martwią. Bo, podobnie jak w przypadku wspomnianych wcześniej zapowiedzi powrotu megahossy na rynku ropy, ewentualna realizacja prognoz Conference Bard dotyczących stóp Fed mogłaby nas sporo kosztować. Co na pewno nie byłoby przyjemne.
W czym rzecz? Otóż, w przeciwieństwie do sporej części analityków Gail Fosler nie tylko nie widzi szansy na cięcie stóp procentowych Fed jesz-cze w 2007 roku, ale zakłada wręcz kolejne podwyżki stóp w USA. I to spore. Z obecnych 5,25 proc. do 6,50 proc. jeszcze w tym roku. I następne w 2008 roku, co - wedle opisywanego scenariusza - wcale nie kończyłoby sprawy... Choć założenie owego scenariusza jest de facto pozytywne (lepsza od oczekiwań koniunktura na świecie), to skutki nie byłyby już tak jednoznaczne.