Coraz więcej spółek ulega modzie na emitowanie akcji po cenie nominalnej zazwyczaj sporo niższej niż aktualny kurs. Argumentem za podjęciem takich kroków ma być szybki wzrost wartości firmy, która przeprowadza podobną operację.
Inwestorzy giełdowi, a może lepiej użyć nazwy spekulanci, pokochali "tanie" emisje. Nie wystarczy im już zysk, choćby kilkusetprocentowy, wypracowany przy odjęciu prawa poboru (taki scenariusz miał miejsce ostatnio w przypadku PC Guard i FON-u). Teraz do pompowania kursu wystarczy samo hasło, że spółka planuje emisję po złotówce. Nie jest ważne, że termin odjęcia prawa poboru jest bardzo odległy. W przypadku Hawe, firmy, która w piątek poinformowała o chęci sprzedaży papierów po 1 zł, jest to dopiero połowa września. Mimo to kurs już teraz zyskał prawie 40 proc.
Gracze pokochali do tego stopnia "tanie" emisje, że nawet dzwonią do naszej redakcji z prośbą, żeby zdradzić im, które spółki planują podobne oferty w przyszłości. Nie interesuje ich, czym zajmuje się firma i jakie ma wyniki. Chcą za wszelką cenę wyprzedzić innych inwestorów i zawczasu "zapakować" się w papiery.
Taka ślepa miłość bardzo szybko może przerodzić się w nienawiść, jeśli graczowi nie uda się w porę "wyskoczyć" z akcji. Zostaną ze sztucznie napompowanymi papierami z nikłymi szansami, że odzyskają wyłożony kapitał.
Czy spółce bardziej zależny na uszczęśliwieniu garstki najbardziej cwanych akcjonariuszy, czy na opinii inwestorów, którzy chcą się z nią związać na lata? Myślę, że niektórzy z zarządzających poważnie powinni przemyśleć ten temat.