Na światowych rynkach od 11 lat nie płacono tyle za pszenicę. Cena tego zboża w kontraktach terminowych zawieranych na Chicago Board of Trade osiągnęła w tym tygodniu nawet 6,06 dolara za buszel.
Ostatni, trwający już tydzień, wzrost to reakcja rynku na doniesienia z amerykańskich Wielkich Prerii. Ulewne deszcze zniszczyły bardzo dużą część upraw, budząc obawy o tegoroczne żniwa. Wcześniej straty spowodowane suszami sygnalizowało kilku innych największych producentów.
Światowe zbiory pszenicy mogą więc być w tym roku wyjątkowo niskie. Do żniw w większości krajów pozostało jeszcze parę tygodni, ale inwestorzy zdają się nie mieć złudzeń i kupują na potęgę. Liczba zawieranych na chicagowskiej giełdzie kontraktów futures oscyluje wokół rekordowych 208 tys. Za pszenicą podąża kukurydza, której zbiory też będą mniejsze, ale ze względu na... susze. Podczas gdy środkową część USA nawiedzają ulewy, tzw. Cornbelt, leżący bardziej na wschód, doświadcza upałów. - Sytuacja, kiedy na zachód od Missisipi pada, a na wschód nie, jest niekorzystna zarówno dla pszenicy, jak i kukurydzy - konkluduje Steve Freed, analityk ADM Investor Services.
Niesprzyjająca pogoda ograniczy zbiory zbóż również w Australii, Kanadzie i przede wszystkim w Europie Wschodniej. Duże straty poniosą Ukraina i Rosja, które zapowiedziały już ograniczenie eksportu. Czy części ich handlu nie mogłaby przejąć Polska?
Tej wiosny pogoda w naszym kraju dopisała. Zbiory zarówno pszenicy, jak i innych zbóż, powinny znacznie przekroczyć średnią z ubiegłych lat. Jednocześnie, według Agencji Rynku Rolnego, wraz ze zmiejszeniem ilości trzody chlewnej, nieznacznie spadnie krajowe zapotrzebowanie. Mimo to, jak dowiedzieliśmy się w ARR, polski eksport ma szanse wzrosnąć jedynie minimalnie. Po części dlatego, że ubiegły rok był nieudany, a zapasy interwencyjne ARR już się wyczerpały. Przede wszystkim jednak jest to specyfika branży, w której o wielkości produkcji decyduje się na długo przed nadejściem informacji o popycie na świecie.