Kiedy mój nowy klient zgłosił się do mnie, był na granicy depresji. Choć zajmował stanowisko wysokiego szczebla i miał na swoim koncie wielkie sukcesy, od roku wszystko szło bardzo marnie. Sam twierdził, że gdyby szło tak dalej, za dwa miesiące byłby ruiną człowieka. Powiedział mi, że dojazd do pracy miał zablokowany przez roboty drogowe już od sześciu miesięcy. Zamiast trzydziestu minut dostanie się do pracy zajmowało mu półtorej godziny. Firma, którą kieruje, osiągnęła szczyt rozwoju i nie mógł przekonać właściciela do dokonania następnych inwestycji. Nie dostał żadnej informacji zwrotnej od przełożonego, chociaż dywizja, którą kierował od dwóch lat, była jedną z najbardziej rentownych w konglomeracie. Rzadko widywał rodzinę i czuł, że narastały dystans i obojętność między nim a żoną.
Chciał zmienić pracę, ale czuł się sparaliżowany na myśl o konieczności znalezienia się jako petent na spotkaniu kwalifikacyjnym. Obawiał się także wznowienia trudnych rozmów z żoną o tym, że aby znaleźć nową pracę, przeprowadzka będzie prawdopodobnie konieczna. Na domiar złego znów pojawiły się u niego dolegliwości astmatyczne. Długo z nim rozmawiałem, zanim podjął się uczestnictwa w indywidualnym programie. Mieliśmy już trzy sesje za sobą, gdy na początku czwartej zadeklarował:
- Coaching działa, rozmawiałem z żoną wprost o tym, co czuję. Wbrew moim obawom nie wylała na mnie swojej frustracji. Nie oskarżała mnie, że za mało czasu poświęcam dzieciom. Wykazała ogromną wyrozumiałość, co zresztą na nowo u niej odkryłem. Moje problemy z oddychaniem zniknęły jak ręką odjął. Zupełnie przypadkowo dostałem telefon od kolegi ze studiów, który zaowocował bardzo atrakcyjną ofertą pracy. Nawet żona jest zachwycona!
Widziałem, że stał przede mną zupełnie inny człowiek. Czułem się jednak zmieszany, ponieważ zdążyłem z nim ledwie ustalić cele coachingu. Nie zacząłem jeszcze rzeczywistej pracy coachingowej, a on już czuł efekty.
Czułem jakby ktoś ukradł mi projekt. Kiedy prosił mnie o pomoc w znalezieniu najlepszego sposobu na złożenie wypowiedzenia u obecnego pracodawcy, trudno było mi zmobilizować się, aby ułatwić mu pójście w tym nowym kierunku.