Reklama

Łatwo zmienić nastawienie

Wbrew obawom, nie został wyrzucony z pracy z hukiem. Przeciwnie, dostał kontrofertę. Miał stanąć na czele nowej, wykupionej niedawno firmy, której siedziba znajduje się w egzotycznym kraju. Każdy by tak chciał

Publikacja: 18.06.2007 08:58

Kiedy mój nowy klient zgłosił się do mnie, był na granicy depresji. Choć zajmował stanowisko wysokiego szczebla i miał na swoim koncie wielkie sukcesy, od roku wszystko szło bardzo marnie. Sam twierdził, że gdyby szło tak dalej, za dwa miesiące byłby ruiną człowieka. Powiedział mi, że dojazd do pracy miał zablokowany przez roboty drogowe już od sześciu miesięcy. Zamiast trzydziestu minut dostanie się do pracy zajmowało mu półtorej godziny. Firma, którą kieruje, osiągnęła szczyt rozwoju i nie mógł przekonać właściciela do dokonania następnych inwestycji. Nie dostał żadnej informacji zwrotnej od przełożonego, chociaż dywizja, którą kierował od dwóch lat, była jedną z najbardziej rentownych w konglomeracie. Rzadko widywał rodzinę i czuł, że narastały dystans i obojętność między nim a żoną.

Chciał zmienić pracę, ale czuł się sparaliżowany na myśl o konieczności znalezienia się jako petent na spotkaniu kwalifikacyjnym. Obawiał się także wznowienia trudnych rozmów z żoną o tym, że aby znaleźć nową pracę, przeprowadzka będzie prawdopodobnie konieczna. Na domiar złego znów pojawiły się u niego dolegliwości astmatyczne. Długo z nim rozmawiałem, zanim podjął się uczestnictwa w indywidualnym programie. Mieliśmy już trzy sesje za sobą, gdy na początku czwartej zadeklarował:

- Coaching działa, rozmawiałem z żoną wprost o tym, co czuję. Wbrew moim obawom nie wylała na mnie swojej frustracji. Nie oskarżała mnie, że za mało czasu poświęcam dzieciom. Wykazała ogromną wyrozumiałość, co zresztą na nowo u niej odkryłem. Moje problemy z oddychaniem zniknęły jak ręką odjął. Zupełnie przypadkowo dostałem telefon od kolegi ze studiów, który zaowocował bardzo atrakcyjną ofertą pracy. Nawet żona jest zachwycona!

Widziałem, że stał przede mną zupełnie inny człowiek. Czułem się jednak zmieszany, ponieważ zdążyłem z nim ledwie ustalić cele coachingu. Nie zacząłem jeszcze rzeczywistej pracy coachingowej, a on już czuł efekty.

Czułem jakby ktoś ukradł mi projekt. Kiedy prosił mnie o pomoc w znalezieniu najlepszego sposobu na złożenie wypowiedzenia u obecnego pracodawcy, trudno było mi zmobilizować się, aby ułatwić mu pójście w tym nowym kierunku.

Reklama
Reklama

Po chwili namysłu spytałem:

- Czego się obawiasz?

- Będzie wściekły. Nie toleruje zdrajców.

- Przecież mówiłem, że nie daje ci żadnego sygnału, że zależy mu na tobie.

- Tak robi ze wszystkimi swoimi dyrektorami dywizji. To firma rodzinna, on jest patriarchą, który nie lubi tłumaczyć swoich decyzji innym. Oni po prostu muszą być mu posłuszni.

- A nawet jeśli on wybuchnie gniewem, co ryzykujesz oprócz tego, że to będzie bardzo nieprzyjemne?

Reklama
Reklama

- Prawda. Co ryzykuję? Bardzo tego nie lubię. Chyba jednak czuję się zdrajcą.

- Nie wierzę! Mimo że on cię tak traktuje, czujesz do niego przywiązanie?

- Wiem, że to głupie. Ale dopiero teraz czuję, jak będzie mi trudno go zostawić.

- Czy pomyślałeś o tym, że on może złożyć kontrofertę?

- Niemożliwe. Tego typu ludzie nie lubią tracić twarzy.

- Dlaczego miałby utracić twarz?

Reklama
Reklama

- Kiedy złożę papiery u dyrektora kadr, to wszyscy najważniejsi ludzie w grupie dowiedzą się, że odchodzę. Szef nie będzie chciał okazać, że ma do mnie słabość. Zakładając, że w ogóle może mnie cenić.

- Nie rozmawiaj z nikim innym, że chcesz odejść. Tylko porozmawiaj z nim sam na sam. Mów, że masz zaklepaną ofertę, ale zostaw mu miejsce na kontratak. Powiedz mu, co cię boli. On na pewno cię wysłucha.

Tak właśnie mój klient zrobił. Rozmawiał ze starym patriarchą. Wbrew obawom, nie został wyrzucony z hukiem. Wręcz przeciwnie, dostał kontrofertę. Miał stanąć na czele ich nowej, wykupionej niedawno firmy, której siedziba znajduje się w egzotycznym kraju. Każdy marzyłby, żeby tam pracować. Dodatkowo dostał roczne wynagrodzenie jako bonus.

W ciągu trzech miesięcy jego życie radykalnie się zmieniło, czym był totalnie zaskoczony.

Tym bardziej że zdążyliśmy odbyć mniej niż trzecią część programu. A co jeszcze ciekawsze, telefon od kolegi, który spowodował lawinę szczęśliwych wydarzeń, mój klient dostał jeszcze przed rozpoczęciem programu coachingowego.

Reklama
Reklama

Z początku lekceważył znaczenie tego telefonu. Nawet ze mną o tym nie rozmawiał, ale kiedy zaczął program, zmienił nastawienie. Potraktował tę niezbyt poważnie brzmiącą rozmowę z kolegą jako potencjalną szansę i to już wystarczyło. Coaching nie musiał już dłużej mu pomagać, gdyż sam siebie nastawił ku szczęściu.

Tak czasami bywa. Sam program coachingowy jest mniej ważny niż nastawienie do niego klienta.

rsq management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama