Reklama

Wygramy czy przegramy Euro 2012?

Nie, nie. To nie będzie tekst o futbolu. Będzie o konkurencyjności polskiej gospodarki wyrażanej jako funkcja wartości złotego

Publikacja: 20.06.2007 09:18

Wiele ostatnimi czasy napisano i powiedziano o dobrej czy wręcz znakomitej kondycji polskiej gospodarki? Jedną z jej składowych jest oczywiście sektor przedsiębiorstw. Zarówno państwowych, jak i prywatnych. Z natury rzeczy ta pierwsza kategoria relatywnie mniej dba o detale determinujące ich wynik finansowy. Jednak zarządzający prywatnymi spółkami dokładnie wiedzą, co jest istotne naprawdę, na które zmienne mogą mieć wpływ (np. liczba zatrudnianych pracowników), a które z kolei pozostają absolutnie poza ich kontrolą (np. koszt pieniądza - jeśli korzystają z finansowania zewnętrznego).

Jest świetnie

Jeśli dodatkowo przedsiębiorstwo prywatne należy do szacownego grona eksporterów lub importerów, to naprawdę istotna pozostaje dla niego wartość złotego wobec walut innych krajów.

Dzieje się tak dlatego, że przynajmniej część (mniejszą lub większą) kosztów firma eksportująca notuje w walucie lokalnej, a przychody w walucie obcej. Firma importująca jest oczywiście w przeciwnej sytuacji, gdyż jej przychód przynajmniej w części występuje w walucie lokalnej, natomiast koszty w walucie obcej. To właśnie ten czynnik decyduje o faktycznej rentowności i pozycji danej firmy wśród konkurentów. Im mniejsza dywersyfikacja odpowiednio odbiorców lub dostawców firmy (z rynku wewnętrznego i zewnętrznego), tym znaczenie kursów walutowych dla firmy większe.

Rzut oka na składowe PKB dla Polski za ostatnie okresy uświadamia nam, jak bardzo zależał on od? wielkości (wartości) eksportu. Czy eksporterzy, te lokomotywy ekonomiczne naszego kraju, biorące udział w globalnym przepływie dóbr i usług mieli i wciąż mają powody do pełnego zadowolenia i łez radości? W świetle tego, co powiedziano powyżej, niekoniecznie.

Reklama
Reklama

Złoty znacznie zyskiwał bowiem na wartości, czyli uderzał bezlitośnie w ich rachunki wyników! (przy założeniu, że przynajmniej część ich pozycji walutowej nie została na odpowiednich poziomach zabezpieczona via banki przy zastosowaniu odpowiednich transakcji hedgingowych). Złoty wzmocnił się znacznie w ciągu ostatnich trzech lat, czyli praktycznie od okresu bezpośrednio poprzedzającego nasze wejście w struktury Unii. Dla przykładu: EUR kosztowało w lutym 2004 na rynku międzybankowym 4,93 - jak jest obecnie, wiadomo? Oznacza to wzmocnienie złotego wobec euro o około 1/4. O tyle też teoretycznie spadła rentowność polskiego eksportu do strefy euro - w ciągu ostatnich trzech lat - przy w pełni niezabezpieczonej ekspozycji firmy, wynikająca tylko i wyłącznie z różnic kursowych. Tyle też zyskali importerzy przy podobnych jak powyżej założeniach oraz my wszyscy podróżujący (nie pracujący!) prywatnie i służbowo po krajach strefy euro.

Będzie jeszcze lepiej?

Dlaczego tak się stało i co ważniejsze, czy z podobną sytuacją będziemy mieć do czynienia w przyszłości, tj. do 2012 roku, kiedy to według wstępnych szacunków mamy jako następny kraj UE przyjąć euro jako walutę narodową? Otóż niekoniecznie.

Od kilkunastu lat Polska coraz głębiej wchodzi w nurt nieograniczonej międzynarodowej wymiany przepływów kapitałowych. Nasz udział w obrotach obserwowanych na wszystkich rodzajach rynków radykalnie rośnie. Jedną z konsekwencji jest wzrost tzw. płynności lub głębokości lokalnego rynku kapitałowego i pieniężnego. A także spadek ryzyka kredytowego, które szacowane jest na bieżąco przez rynki finansowe i jest składową wyceny różnorodnych aktywów nie tylko finansowych, denominowanych w złotych oraz innych pochodnych instrumentów finansowych.

Inwestorzy zagraniczni lokują swoje fabryki na terenie naszego kraju, kupują polskie obligacje i akcje, wreszcie lokują swój kapitał w nieruchomościach. Dodatkowo rodacy pracujący masowo za granicą przysyłają walutę do kraju, a zagraniczni turyści coraz szerszą rzeszą odwiedzają nasz kwitnący kraj. Nie pominę tu również tysięcy Polaków, którzy wzięli kredyty walutowe we frankach szwajcarskich - bo przecież każdy kredyt wypłacony z banku w złotych, ale zaciągnięty we franku skutkuje, w celu zamknięcia pozycji walutowej banku transakcją sprzedaży CHF vs. PLN na rynku międzybankowym. To wszystko realnie umacnia złotego. Im dłużej mamy do czynienia z takim kierunkiem strumienia, tym trudniej przychodzi wyobrażenie sobie możliwości radykalnego zwrotu sytuacji. To naturalne. Pragnę jednak zwrócić uwagę na coś innego? Na coś, co, moim zdaniem, łączy Polskę, Szwajcarię i Japonię. Tak, tak, to prawda.

Uwaga na stopy procentowe

Reklama
Reklama

Otóż faktem jest, że oprócz polepszającej się sytuacji gospodarczej w całej trójce krajów oraz stabilnej sytuacji politycznej, mamy do czynienia z relatywnie niskimi stopami procentowymi. Dodatkowo systemy finansowe w tych krajach przez ostatnie lata były strukturalnie nadpłynne w walucie lokalnej. Dla przykładu: w Polsce nadpłynność na rynku międzybankowym szacowana była w poprzednich latach, na co najmniej kilka miliardów złotych dziennie. Skutkowało to między innymi ceną krótkiego pieniądza handlowanego na rynku poniżej oficjalnej podstawowej stopy procentowej NBP.

Aksjomatem jest stwierdzenie, że inwestorzy, w ujęciu międzynarodowym poszukują dwóch rodzajów rynków. Po pierwsze takich, gdzie można znaleźć relatywnie wysoką rentowność, a po drugie, gdzie można tanio sfinansować swoje inwestycje. Do tej drugiej kategorii wkrótce może dołączyć Polska i wtedy zyskamy, dla potrzeb tego artykułu, kolejny element wspólny dla Polski, Szwajcarii i Japonii. Jakie mogą być tego skutki?

Otóż zbliżone do tych, jakie obserwujemy na walutowych rynkach z udziałem franka i jena. W zasadzie wystarczy tutaj jedno spojrzenie na wykres par walutowych EUR/CHF oraz EUR/JPY, aby można było rzec - "Siara? i wszystko jasne". Otóż zarówno frank szwajcarski, jak i japoński jen dramatycznie (czytaj: radykalnie) się osłabiły! To znaczy waluty obce dla Szwajcarów i Japończyków bardzo mocno podrożały. Dlaczego? Ano dlatego właśnie, że świat pożycza te "tanie waluty", a potem za pomocą transakcji natychmiastowych lub/i swapów walutowych zamienia je na inne waluty, aby albo taniej sfinansować swoje lokalne koszty albo po prostu zainwestować w innej walucie oferującej wyższą rentowność. Sytuacja taka ma miejsce od dłuższego czasu i m.in. dlatego banki centralne Szwajcarii i Japonii zareagowały podwyżkami lokalnych stóp procentowych, gdyż szybko taniejące frank i jen zaczęły ważyć na inflacji.

Pozytywny scenariusz

Jak jest w Polsce? Ano w Polsce waluty są obecnie relatywnie tanie. Na przykład euro jest najtańsze od 5 lat, CHF od 6 lat, a USD od 10? Nie przesądzam sprawy, jednakże w moim osobistym przekonaniu jest to wystarczający powód, aby świat zaczął się na dużo większą niż obecnie skalę zadłużać w złotych, przewalutowując się jednocześnie na inne pożądane waluty i realizując wyższe stopy zwrotu niż lokalnie w Polsce. Rezultatem tego, rzecz jasna, może być znaczne osłabienie się złotego w czasie przed symbolicznym rokiem 2012. Dawno niewidziane poziomy kursów walutowych powoli mogą znowu zacząć być bliskie rzeczywistości. Jeśli globalni inwestorzy uznają, że gra jest warta świeczki, a RPP nie będzie podwyższać stóp procentowych, to nie pomogą żadne oczekiwane jak manna z nieba środki z funduszy Unii Europejskiej ani napływ zagranicznych inwestycji związanych z organizacją Euro 2012.

I jest to wbrew pozorom scenariusz pozytywny, gdyż nawet w przypadku oczekiwanego schłodzenia globalnej koniunktury, eksporterzy odetchną, a my, jako Polska, będziemy mieli szanse "przywiązać" złotego do euro, przy wchodzeniu do ERM-2 przy dużo korzystniejszym, z punktu widzenia konkurencyjności gospodarki, kursie.

Reklama
Reklama

Fot. Andrzej Cynka

szef zespołu dilerów w Polbanku EFG

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama