Reklama

Jak pokochać zagraniczne spółki na GPW

Mimo że na warszawskim parkiecie notowanych jest już 15 firm spoza Polski, tylko nieliczne cieszą się zainteresowaniem inwestorów. Płynność większości zagranicznych spółek jest znikoma i, według specjalistów, taka sytuacja szybko się nie zmieni

Publikacja: 14.07.2007 10:27

Przyciągnięcie jak największej liczby zagranicznych firm na warszawski parkiet to jeden z priorytetów, jaki stawia przed sobą Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Tylko w tym roku na naszym rynku pojawiły się już cztery nowe spółki spoza Polski. Do końca roku ich liczba zwiększy się o kilka kolejnych. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w nowy rok GPW wejdzie z ponad 20 podmiotami, które zarejestrowane są poza naszymi granicami.

Taka sytuacja to m.in. efekt uruchomionego przed kilkoma miesiącami przez GPW programu WSE IPO Partner. Firmy partnerskie mają promować nasz rynek i dokonywać selekcji przedsiębiorstw, które mogłyby być zainteresowane wejściem na GPW. Jako pierwszy umowę o współpracy podpisał (w połowie listopada ub.r.) ukraiński dom maklerski E-Volution. Obecnie lista liczy już siedmiu brokerów. Wydaje się - po rosnącej liczbie debiutów i wydłużającej się liście firm, które otwarcie mówią o planach przeprowadzenia oferty publicznej - że program przynosi efekty.

Jeden rynek nie pomaga

Niestety, jak pokazują statystyki, coraz dłuższa lista firm zagranicznych notowanych na naszym parkiecie ma tylko znikomy wpływ na poziom obrotów na rynku. Zapał do kupowania akcji zagranicznych emitentów zazwyczaj kończy się już kilka dni po debiucie. Potem firmy wypadają z portfeli drobnych inwestorów, co negatywnie odbija się na płynności akcji. Duzi gracze nie handlują tak aktywnie papierami. W efekcie firmy popadają w zapomnienie.

Spośród całej piętnastki tylko dla pięciu spółek - AmRestu, Cinema City, Asseco Slovakia, Astarty i ACE - nasza giełda jest jedyną, gdzie można handlować ich akcjami. Mimo to tylko pierwsza z nich cieszy się większym zainteresowaniem inwestorów. Zarejestrowany w Holandii operator restauracji KFC i Pizza Hut, który zadebiutował 27 kwietnia 2005 r., prowadzi działalność na terenie Polski, Czech i Węgier. W planach ma także Bułgarię oraz Rumunię. Firma szybko się rozwija i generuje coraz lepsze wyniki finansowe przez co jest "lubiana" zarówno przez inwestorów instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Gracze chętnie obracają akcjami AmRestu, co ma wyraz w sporych, jak na firmę tych rozmiarów, obrotach na parkiecie. Tylko w czerwcu przekroczyły 243 mln zł. Średni dzienny wolumen przekraczał 44 tys. sztuk, a liczba transakcji 80.

Reklama
Reklama

Można powiedzieć, że stosunkowo dobrze radzi sobie również Cinema City (spółka weszła na GPW 8 grudnia ub. r.). Izraelska z rodowodu, a zarejestrowana w Holandii firma - operator kin Cinema City i iMax -dopiero za drugim razem z powodzeniem uplasowała papiery na naszym parkiecie (pierwszą, nieudaną próbę poczyniła w 2004 r.). Ta firma znalazła uznanie w oczach dużych inwestorów finansowych z Polski. Trochę mniejszą popularnością cieszy się wśród drobnych inwestorów czego dowodem jest, że średnio na każdej sesji zawieranych jest około 40 transakcji jej akcjami. W czerwcu łączna wartość transakcji na Cinema City wyniosła 65 mln zł, co stanowiło 0,16 proc. obrotów całego rynku.

Sporą popularnością cieszą się również papiery luksemburskiego ACE (Automotive Components Europe - producent części do hamulców samochodowych), który zadebiutował 1 czerwca. Przez cały miesiąc właściciela zmieniły akcje za 141 mln zł, co stanowiło 0,34 proc. obrotów GPW.

Dwie kolejne spółki - Asseco Slovakia i ukraińska (choć również zarejestrowana w Holandii) Astarta -są całkowicie zapomniane przez inwestorów giełdowych. Słowacka firma informatyczna ze stajni Asseco Poland należy do najmniej płynnych spółek na GPW. Średnio dziennie zawieranych jest ledwie 10 transakcji na jej papierach, a przez cały czerwiec właściciela zmieniły akcje za 31 mln zł. Mimo niskiej płynności kurs od debiutu (10 października 2006 r.) zyskał już prawie 100 proc., co może stanowić dowód, że gracze nie chcą pozbywać się akcji, a wobec braku podaży nawet niewielki popyt przy tak niskiej płynności winduje kurs.

Równie słabo w rankingu popularności wypada Astarta. Firma jest trzecim producent Spółka pojawiła się na giełdzie w Warszawie 17 sierpnia ub. r. Przez cały czerwiec właściciela zmieniły akcje za 34 mln zł. Równocześnie każdego dnia zawieranych jest 69 transakcji, co dowodzi, że obracają nimi drobni inwestorzy. Duzi gracze zdają się nie zauważać ukraińskiej firmy. W efekcie niemal przez cały okres obecności na GPW firma notowana jest poniżej ceny emisyjnej, która wynosiła 19 zł.

Mnożenie rynków

osłabia płynność

Reklama
Reklama

Równie liczną grupę stanowią spółki, których akcje notowane są na dwóch lub więcej rynkach, a które potrafią przyciągnąć do siebie inwestorów. Ma to wpływ na spory dzienny i miesięczny wolumen obrotu. Duża płynność jest możliwa, bo znaczna część papierów wspomnianych podmiotów została "przetransferowana" do Polski i zarejestrowana w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych. Oznacza to, że są przedmiotem handlu na GPW.

Bardzo dobrze w takim zestawieniu wygląda czeski Pegas Nonwovens (zadebiutował 21 grudnia 2006 r.). W KDPW jest zarejestrowanych aż 59,35 proc. papierów dopuszczonych do obrotu. Równolegle można nimi handlować na giełdzie w Pradze. Akcje producenta włóknin wykorzystywanych głównie w produkcji środków higieny osobistej, oceniając na podstawie wartości obrotów i liczby zawieranych transakcji, cieszą się zainteresowaniem graczy. W czerwcu właściciela zmieniły papiery za 40 mln zł, a dziennie zawierano 65 transakcji.

Sporą popularność wśród polskich inwestorów mają również akcje niemieckiego bmp. Fundusz w grudniu 2004 r. jako pierwszy skorzystał z faktu, że po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej nie musiał przechodzić przed naszą KPWiG pełnego postępowania dopuszczeniowego. Skorzystał z tzw. jednolitego paszportu europejskiego. Do uruchomienia oferty publicznej w Polsce wystarczyło, że prospekt emisyjny został zatwierdzony w Niemczech, który dla spółki pozostaje głównym rynkiem notowań. Obecnie w polskim KDPW zarejestrowanych jest 32 proc. akcji bmp. Mimo to zdarzają się sesje, że wolumen obrotu w Warszawie jest wyższy niż we Frankfurcie. Średnio każdego dnia na GPW zawieranych jest ponad 100 transakcji papierami bmp, a w czerwcu wartość obrotów przekroczyła 24 mln zł (0,06 proc. obrotów na GPW).

Całkiem przyzwoicie wypada również zajmujący się produkcją i dystrybucją alkoholi CEDC, który jest również notowany na Nasdaq (zadebiutował 20 grudnia ub. r.). Spółka ma swoich inwestorów, czego wyrazem są duże (tylko w czerwcu wyniosły 82 mln zł) obroty, ale... Średnio na każdej sesji właściciela zmienia 21 tys. akcji, jednak dokonywane jest to w zaledwie pięciu transakcjach. Na naszym rynku dostępnych jest nieco ponad 20 proc. papierów, na które dzieli się kapitał CEDC.

Dwie kolejne firmy w tej kategorii reprezentują branżę deweloperską. Warimpex, którego akcje notowane są również w Wiedniu, zadebiutował na GPW 28 marca. Zarejestrowany w Luksemburgu Orco Property Group ledwie 21 czerwca. Pierwsza z firm "przetransferowała" do naszego kraju prawie 12 proc. akcji, co wystarczyło, żeby w czerwcu właściciela zmieniły papiery za 33 mln zł (przy 87 transakcjach każdego dnia). Drugi z podmiotów w KDPW zarejestrował 8,46 proc. akcji. Dane o poziomie obrotów w kilkanaście dni po debiucie trudno uznać za obiektywne. Warto jednak wspomnieć, że pierwszego dnia notowań właściciela zmieniły papiery za tylko nieco ponad 2 mln zł, a do końca miesiąca za 27 mln zł.

Wielkość nie idzie w jakość

Reklama
Reklama

Negatywnie na tle innych firm spoza Polski notowanych na GPW wyróżnia się pięć spółek: SkyEurope, Immoeast, MOL, CEZ i BACA. Na niewielki plus z tej grupy zasługuje jedynie pierwszy z podmiotów - słowacka (ale zarejestrowana w Austrii) niskotaryfowa linia lotnicza, która sprzedawała akcje w publicznej ofercie w drugiej połowie 2005 r. Akcjami SkyEurope można również handlować w Wiedniu. W Polsce dostępnych jest jedynie 4,15 proc. ogółu papierów. W efekcie w maju właściciela zmieniły walory warte 27 mln zł, przy średniej dziennej liczbie transakcji przekraczająceA pozostałe cztery spółki? Wszystkie znajdują się w ścisłej czołówce największych firm notowanych na GPW pod względem kapitalizacji. BACA, z wartością rynkową przekraczającą 106 mld zł, jest największą spółką na naszym parkiecie. CEZ jest drugi (83 mld zł). MOL (z 46 mld zł) zajmuje czwarte miejsce (dał się wyprzedzić PKO BP), a Immoeast (43 mld zł) jest piąty i "cenniejszy" niż Pekao. Cztery wymienione firmy mają istotne znaczenie dla kapitalizacji giełdy. Ich akcje są warte łącznie około 280 mld zł, czyli stanowią około 32 proc. kapitalizacji warszawskiego parkietu.

Mimo tak ogromnej wagi dla całego rynku zainteresowanie papierami tych firm jest całkowicie niewspółmierne do ich wielkości. Nieco lepiej na tle stawki wypada jedynie CEZ, który - co trzeba przyznać - cieszy się największą popularnością spośród wszystkich firm spoza Polski notowanych na GPW. Akcje czeskiego koncernu, którymi można również handlować w Pradze, zadebiutowały w Warszawie 25 października. Spółka wprowadziła do obrotu tylko te papiery, które były już notowane na parkiecie nad Wełtawą. Do tej pory na GPW "przeniosło się" jedynie 0,99 proc. wszystkich akcji energetycznej firmy. To wystarczyło jednak, żeby w czerwcu obroty na walorach CEZ-u wyniosły 605 mln zł, co stanowiło 1,45 proc. obrotów ogółem.

Blado prezentuje się niedawny debiutant - deweloperski Immoeast. Niska pozycja w zestawieniu (do Polski trafiło jedynie 1,71 proc. papierów) wynika m.in. z faktu, że w ofercie publicznej, poprzedzającej wejście na GPW, polscy inwestorzy objęli zaledwie 12 mln z 278 mln sprzedawanych wówczas akcji. Mimo to firma wypada dość przyzwoicie, jeśli chodzi o poziom generowanych obrotów. W czerwcu wyniosły 355 mln zł, co oznacza, że deweloper był drugą po CEZ-ie najchętniej kupowaną i sprzedawaną spółką spoza Polski na naszym rynku.

W przypadku MOL-a w obrocie na warszawskim parkiecie jest 1,34 proc. papierów. To druga, po wycofanym już z GPW BorsodChemie, węgierska firma, którą skusił nasz rynek kapitałowy, i jedna z najdłuższych stażem (debiut miał miejsce w grudniu 2004 r.). Oprócz Warszawy, papiery paliwowej spółki są notowane na giełdzie w Budapeszcie, a także - w formie globalnych kwitów depozytowych - w Londynie i Luksemburgu. W czerwcu właściciela zmieniły, średnio w 72 transakcjach dziennie, akcje MOL-a warte 347 mln zł.

Całkowitym nieporozumieniem wydaje się natomiast obecność na GPW austriackiej BACA. To pierwsza zagraniczna spółka, która jeszcze w październiku 2003 r. weszła na warszawską giełdę. Na pomysł wprowadzenia spółki na dwa rynki wpadł właściciel BACA - niemiecka Grupa Bayrische HypoVereinsbank (HVB). Dlaczego akurat wybrali Polskę? To tutaj na papiery nowych spółek czekały OFE. HVB chciał też podkreślić znaczenie polskiego rynku dla grupy, która kontrolowała u nas Bank BPH. Dziś właścicielem zarówno HVB, BACA, jak i BPH jest już włoski UniCredit. Gdy uda mu się doprowadzić do połączenia Pekao z częścią BPH, na co liczy jeszcze w tym roku, zrewanżuje się wprowadzeniem swoich akcji na GPW. Można się jednak spodziewać, że będzie to koniec notowań BACA na naszym parkiecie.

Reklama
Reklama

Wydaje się, że mało który z inwestorów będzie tęsknił za papierami banku. Mimo że to największa spółka na naszym rynku, to do Polski trafiło jedynie 0,08 proc. wszystkich akcji, na które dzieli się kapitał. W efekcie przez cały czerwiec średni dzienny wolumen obrotu wyniósł zaledwie 500 sztuk, a liczba transakcji tylko 4. Łącznie przez cały ten miesiąc właściciela zmieniły akcje BACA za jedynie 11 mln zł. Z takim wynikiem BACA zamyka ranking zagranicznych spółek pod względem wartości obrotów.

Skok na kasę

Właściwie wszystkie zagraniczne spółki, które zdecydowały się na plasowanie akcji wśród polskich inwestorów i debiut w Warszawie, nie ukrywały, że pretekstem była chęć sięgnięcia do bardzo głębokich i pełnych pieniędzy kieszeni naszych graczy. Płynące szerokim strumieniem do OFE i TFI środki sprawiają, że zarządzający mają duże kłopoty ze znalezieniem celów inwestycyjnych. Brak ofert prywatyzacyjnych Skarbu Państwa, które w poprzednich latach skutecznie "wysysały" spore pieniądze z rynku kapitałowego. Dlatego każda duża oferta prawie automatycznie cieszy się zainteresowaniem inwestorów finansowych. Jak pokazuje jednak zachowanie kursów ostatnich deweloperskich debiutantów, taka miłość staje się ślepa. Ich notowania albo są zbliżone do ceny emisyjnej, albo spadły już niżej.

Wyraźnym przykładem, że GPW to sposób na realizację własnych zysków przez akcjonariuszy, była niedawna oferta ACE. Firma zebrała z rynku ok. 40 mln zł. Emisji nowych akcji towarzyszyła sprzedaż papierów za ponad 200 mln zł przez dotychczasowych udziałowców, spółkę menedżerską Brake Holding oraz fundusze inwestycyjne z grupy Innova.

Nie wszystkim zagranicznym spółkom skok na kasę się udał. Cinema City musiało robić dwa podejścia, żeby uplasować akcje. bmp nie sprzedał wszystkich oferowanych papierów. Trudno również mówić, że debiut w Warszawie miał znaczenie dla prestiżu spółki. Taki powód również był podawany w paru przypadkach. Częściej było to zwykłe wyrachowanie. Czeski CEZ nie ukrywał, że obecność na naszym rynku kapitałowym ma mu pomóc w przejmowaniu prywatyzowanych przez Skarb Państwa spółek energetycznych. CEDC zostało zmuszone do wprowadzenia własnych akcji umową prywatyzacyjną, na mocy której przejął kontrolę nad Polmosem Białystok. W przeszłości z podobnego powodu "przemknęły" przez GPW akcje amerykańskiego IVAX-u. Papiery koncernu farmaceutycznego trafiły do kieszeni graczy 10 grudnia 2004 r. w zamian za akcje Polfy Kutno. Po nieco ponad roku IVAX połączył się z Teva Pharmaceutical Industries Limited i walory zostały wycofane z naszego parkietu.

Reklama
Reklama

Drobnych trzeba dostrzec

Koncentracja zagranicznych emitentów na najbogatszych inwestorach finansowych odbija się potem na znikomym zainteresowaniu ich papierami ze strony drobnych graczy. Dowodem jest niewielka liczba transakcji zawieranych każdego dnia na akcjach większości zagranicznych podmiotów. Mali gracze większą uwagę poświęcają jedynie akcjom AmRestu i bmp. Pozostałe spółki zdają się być przez nich niezauważane. Przedstawiciele inwestorów indywidualnych nie ukrywają, że mają kłopoty z kontaktami z firmami "z importu" i problemy z czytaniem raportów finansowych, które dodatkowo często pojawiają się z kilkutygodniowym opóźnieniem wobec polskich podmiotów (np. bmp). Analitycy nie zajmują się zagranicznymi spółkami, co przekłada się znowu na brak rekomendacji, które dla wielu graczy są ważnym narzędziem przy podejmowaniu decyzji o zakupie walorów. Z kolei dla najbardziej agresywnie inwestujących graczy - spekulantów - niepolscy emitenci nie są, ze względu na znikomą płynność, ciekawymi obiektami do zabawy. Koło się zamyka.

Muszą zadbać o wizerunek

Firmom spoza Polski, które decydują się zadebiutować na warszawskim parkiecie, trudno - z małymi wyjątkami - przebić się do portfeli krajowych inwestorów. Podobny problem mają jednak również niektórzy krajowi emitenci. Powodem może być oczywiście kiepska sytuacja finansowa spółki, brak zrozumienia biznesu, który prowadzi firma, i - co jest chyba największą bolączką zagranicznych firm- niewłaściwa polityka informacyjna.

O ile w przypadku pierwszych dwóch czynników trudno oczekiwać, żeby GPW mogła wpłynąć w jakiś sposób na zmianę sytuacji, to w przypadku ostatniego organizator naszego rynku ma spore pole do popisu. Skłonienie firm spoza Polski do większej otwartości byłoby dużym ukłonem, zwłaszcza w stronę drobnych graczy.

Reklama
Reklama

Inwestorom instytucjonalnym, którzy zatrudniają sztaby specjalistów, dużo łatwiej zrozumieć biznes, który prowadzi spółka, i na tej podstawie, dzięki bezpośrednim kontaktom, wyrobić sobie o niej własne zdanie, a przy okazji rzetelnie wycenić akcje. Drobny inwestor, który na warszawskiej giełdzie ma wciąż, patrząc po udziale w obrotach, sporo do powiedzenia, stoi na dużo gorszej pozycji. W jego przypadku łączność z firmą ogranicza się do monitorowania komunikatów giełdowych. Przypadki, że zarząd zagranicznej spółki kontakt z krajowymi inwestorami sprowadza jedynie do wizyty podczas debiutu, nie są odosobnione.

Może jednak warto kilka razy w roku pofatygować się do Polski i zaprosić akcjonariuszy i dziennikarzy na spotkanie, w trakcie którego mieliby możliwość bezpośrednio zadawać pytania na nurtujące ich tematy? Dobrą okazją są organizowane cyklicznie przez GPW spotkania pod nazwą Forum Informacji o Spółkach Międzynarodowych. Ostatnie miało miejsce 23 maja, ale z okazji do zobaczenia się z polskimi inwestorami, którzy w sporej liczbie stawili się na parkiet, skorzystało jedynie bmp. Wydaje się, że inne podmioty powinny brać przykład z niemieckiego funduszu.

Równie ważnym jak bezpośrednie spotkania wydają się kontakty za pośrednictwem telefonu czy internetu. W tym obszarze dobrym pomysłem wydaje się nałożenie na zagranicznych emitentów obowiązku prowadzenia strony internetowej także w polskiej wersji językowej. Nie trzeba dodawać, że nie może to być tylko strona reklamowa czy zawierająca dawno zdezaktualizowane informacje, ale aktywny kanał komunikacji spółki z akcjonariuszami. Za jej pośrednictwem krajowi udziałowcy powinni mieć możliwość zadawania pytań osobom odpowiedzialnym za relacje inwestorskie, najlepiej w języku polskim. Dla spółki giełdowej wydatki związane z tłumaczeniem korespondencji nie powinny być zbyt dużym obciążeniem dla budżetu, a będą znakomitym dowodem, że firma szanuje swoich udziałowców.

W tym miejscu warto wyróżnić postawę mniejszych firm, które mają polskie wersje językowe stron internetowych, jak bmp czy Astarta. Dobrze wypadają również najświeżsi debiutanci: Immoeast, Warimpex czy ACE. Zdziwienie może budzić natomiast polityka największych zagranicznych firm notowanych na GPW, czyli BACA, CEZ i MOL, z których żadna nie prowadzi strony internetowej w naszym języku.

komentarze

Marcin Materna

analityk

Millennium DM

Płynność jest niska i zbyt wiele

się tu nie zmieni

Niewielkie obroty akcjami spółek zagranicznych na GPW wynikają z kilku czynników. Duzi inwestorzy krajowi mają już od dłuższego czasu dostęp do innych rynków i wolą tam kupować akcje spółek, co wynika z większej płynności. Dodatkowo niekoniecznie są oni zainteresowani akurat tymi kilkoma spółkami, które są notowane na GPW.

Dla mniejszych inwestorów często barierą jest brak bieżących informacji o tym, co w spółkach się dzieje. Poza tym często nie mają oni dostępu do analiz czy rekomendacji dla tych firm. Także dla tej grupy w niektórych przypadkach barierą jest płynność - najbardziej aktywni gracze preferują spółki o wysokiej płynności (zarówno blue chips, jak i spółki tzw. spekulacyjne). Wśród inwestorów panuje też przeświadczenie, iż polski rynek da wyższą stopę wzrostu w przyszłości, co wynika z dużej popularności inwestycji w fundusze inwestycyjne. Dodatkowym czynnikiem jest stały napływ środków do PTE, czego nie ma na większości europejskich rynków z naszego regionu. Podsumowując, nie sądzę, iż taka sytuacja jak obecnie (niska płynność notowań na walorach zagranicznych) szybko się zmieni.

Paweł Homiński

CFA,

Noble Funds TFI

IJest kilka powodów, dla których akcje spółek zagranicznych notowanych na GPW cieszą się małym powodzeniem inwestorów. Po pierwsze, są to w zdecydowanej większości spółki prowadzące większą część swojej działalności operacyjnej poza Polską. Inwestorzy indywidualni lubią zaś kupować coś, co jest chociaż trochę namacalne. Po drugie, dla większości spółek zagranicznych polska giełda stanowi tylko jeden (i to z reguły dużo mniejszy pod względem wartości obrotu) rynek z kilku, na których handluje się akcjami danej spółki. Ze względu na to (łatwiej kupić czy sprzedać większy pakiet CEZ-u w Pradze, a MOL-a w Budapeszcie) inwestorzy instytucjonalni wolą rynki macierzyste, a nie GPW. Działający na polskim rynku międzynarodowi inwestorzy konstruujący swe portfele według benchmarku nie będą kupować 1 proc. akcji MOL-a do swojego portfela tylko dlatego, że taki jest udział spółki w indeksie WIG. Na zakończenie dodać warto, że spółki takie jak Cinema City czy AmRest na trwałe znalazły swoje miejsce w portfelach inwestorów. Firmy te prowadzą znaczną część swojej działalności na polskim rynku, a ponadto warszawska giełda jest dla nich jedynym rynkiem obrotu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama