Inwestorom instytucjonalnym, którzy zatrudniają sztaby specjalistów, dużo łatwiej zrozumieć biznes, który prowadzi spółka, i na tej podstawie, dzięki bezpośrednim kontaktom, wyrobić sobie o niej własne zdanie, a przy okazji rzetelnie wycenić akcje. Drobny inwestor, który na warszawskiej giełdzie ma wciąż, patrząc po udziale w obrotach, sporo do powiedzenia, stoi na dużo gorszej pozycji. W jego przypadku łączność z firmą ogranicza się do monitorowania komunikatów giełdowych. Przypadki, że zarząd zagranicznej spółki kontakt z krajowymi inwestorami sprowadza jedynie do wizyty podczas debiutu, nie są odosobnione.
Może jednak warto kilka razy w roku pofatygować się do Polski i zaprosić akcjonariuszy i dziennikarzy na spotkanie, w trakcie którego mieliby możliwość bezpośrednio zadawać pytania na nurtujące ich tematy? Dobrą okazją są organizowane cyklicznie przez GPW spotkania pod nazwą Forum Informacji o Spółkach Międzynarodowych. Ostatnie miało miejsce 23 maja, ale z okazji do zobaczenia się z polskimi inwestorami, którzy w sporej liczbie stawili się na parkiet, skorzystało jedynie bmp. Wydaje się, że inne podmioty powinny brać przykład z niemieckiego funduszu.
Równie ważnym jak bezpośrednie spotkania wydają się kontakty za pośrednictwem telefonu czy internetu. W tym obszarze dobrym pomysłem wydaje się nałożenie na zagranicznych emitentów obowiązku prowadzenia strony internetowej także w polskiej wersji językowej. Nie trzeba dodawać, że nie może to być tylko strona reklamowa czy zawierająca dawno zdezaktualizowane informacje, ale aktywny kanał komunikacji spółki z akcjonariuszami. Za jej pośrednictwem krajowi udziałowcy powinni mieć możliwość zadawania pytań osobom odpowiedzialnym za relacje inwestorskie, najlepiej w języku polskim. Dla spółki giełdowej wydatki związane z tłumaczeniem korespondencji nie powinny być zbyt dużym obciążeniem dla budżetu, a będą znakomitym dowodem, że firma szanuje swoich udziałowców.
W tym miejscu warto wyróżnić postawę mniejszych firm, które mają polskie wersje językowe stron internetowych, jak bmp czy Astarta. Dobrze wypadają również najświeżsi debiutanci: Immoeast, Warimpex czy ACE. Zdziwienie może budzić natomiast polityka największych zagranicznych firm notowanych na GPW, czyli BACA, CEZ i MOL, z których żadna nie prowadzi strony internetowej w naszym języku.
komentarze
Marcin Materna
analityk
Millennium DM
Płynność jest niska i zbyt wiele
się tu nie zmieni
Niewielkie obroty akcjami spółek zagranicznych na GPW wynikają z kilku czynników. Duzi inwestorzy krajowi mają już od dłuższego czasu dostęp do innych rynków i wolą tam kupować akcje spółek, co wynika z większej płynności. Dodatkowo niekoniecznie są oni zainteresowani akurat tymi kilkoma spółkami, które są notowane na GPW.
Dla mniejszych inwestorów często barierą jest brak bieżących informacji o tym, co w spółkach się dzieje. Poza tym często nie mają oni dostępu do analiz czy rekomendacji dla tych firm. Także dla tej grupy w niektórych przypadkach barierą jest płynność - najbardziej aktywni gracze preferują spółki o wysokiej płynności (zarówno blue chips, jak i spółki tzw. spekulacyjne). Wśród inwestorów panuje też przeświadczenie, iż polski rynek da wyższą stopę wzrostu w przyszłości, co wynika z dużej popularności inwestycji w fundusze inwestycyjne. Dodatkowym czynnikiem jest stały napływ środków do PTE, czego nie ma na większości europejskich rynków z naszego regionu. Podsumowując, nie sądzę, iż taka sytuacja jak obecnie (niska płynność notowań na walorach zagranicznych) szybko się zmieni.
Paweł Homiński
CFA,
Noble Funds TFI
IJest kilka powodów, dla których akcje spółek zagranicznych notowanych na GPW cieszą się małym powodzeniem inwestorów. Po pierwsze, są to w zdecydowanej większości spółki prowadzące większą część swojej działalności operacyjnej poza Polską. Inwestorzy indywidualni lubią zaś kupować coś, co jest chociaż trochę namacalne. Po drugie, dla większości spółek zagranicznych polska giełda stanowi tylko jeden (i to z reguły dużo mniejszy pod względem wartości obrotu) rynek z kilku, na których handluje się akcjami danej spółki. Ze względu na to (łatwiej kupić czy sprzedać większy pakiet CEZ-u w Pradze, a MOL-a w Budapeszcie) inwestorzy instytucjonalni wolą rynki macierzyste, a nie GPW. Działający na polskim rynku międzynarodowi inwestorzy konstruujący swe portfele według benchmarku nie będą kupować 1 proc. akcji MOL-a do swojego portfela tylko dlatego, że taki jest udział spółki w indeksie WIG. Na zakończenie dodać warto, że spółki takie jak Cinema City czy AmRest na trwałe znalazły swoje miejsce w portfelach inwestorów. Firmy te prowadzą znaczną część swojej działalności na polskim rynku, a ponadto warszawska giełda jest dla nich jedynym rynkiem obrotu.