Dziś nie będzie oczekiwanej decyzji Prawa i Sprawiedliwości o ewentualnym rozpisaniu wcześniejszych wyborów. Posiedzenie Rady Politycznej PiS - w skład której wchodzą posłowie, senatorowie i działacze lokalni partii - przełożono z uwagi na trzydniową żałobę narodową po katastrofie autokaru z pielgrzymami pod Grenoble. Nowy termin nie został przez władze PiS wyznaczony.
Komentatorzy oczekiwali, że Rada Polityczna upoważni kierownictwo partii do wyjścia z koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin po tym, jak z rządu usunięty został Andrzej Lepper. Rada zarysować miała także wytyczne co do dalszej strategii PiS - utrzymywanie rządu mniejszościowego bądź rozwiązanie Sejmu. Wiceprezes PiS Kazimierz Ujazdowski zapowiedział, że przyśpieszone wybory jesienią to "najbardziej prawdopodobny scenariusz".
Od jego realizacji odstraszyć mogą jednak niekorzystne dla partii wyniki sondaży. Jedynie badania ankietowe Polskiej Grupy Badawczej pokazują, że PiS ma podobne poparcie, jak Platforma Obywatelska. Inne obrazują kilkuprocentową przewagę PO. W takiej sytuacji, decydując się na wcześniejsze wybory, Prawo i Sprawiedliwość utraciłoby władzę na rzecz ugrupowania Donalda Tuska.
Coraz powszechniejszy jest więc pogląd, że PiS kontynuować będzie rządy mniejszościowe, czekając na wzrost poparcia. A opóźniająca się decyzja, co zrobić z kryzysem w koalicji, może doprowadzić paradoksalnie do jej dalszego trwania. W ubiegłym tygodniu premier Jarosław Kaczyński wystosował do liderów Samoobrony i LPR list, w którym określił warunki kontynuowania współpracy - m.in. wycofanie wniosku o powołanie komisji śledczej w związku z aferą gruntową wokół A. Leppera oraz "zaniechanie praktyk nepotyzmu". Teraz koalicjanci mają więcej czasu na odpowiedź.
Ekonomiści są zgodni co do jednego - utrzymująca się niepewność wpływa na gorszą wycenę polskich obligacji.