Zdaniem specjalistów, z którymi rozmawiał "Parkiet", nie można jednak jeszcze mówić o owczym pędzie, który mógłby być oznaką wyraźnego przegrzania koniunktury giełdowej.
- Dynamika, jeśli chodzi o przyrost liczby rachunków inwestycyjnych, jest rzeczywiście duża. W przypadku kont internetowych w ING Securities wzrost sięga około 50 proc., jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie 12 miesięcy, ale szczerze mówiąc taki poziom utrzymuje się już od kilku lat. Nie można więc twierdzić, że właśnie teraz, w ostatnim czasie, pojawiło się na rynku szczególnie dużo nowych inwestorów - mówi Adam Atmański, dyrektor Centrum Obsługi Klientów w ING Securities.
To jeszcze
nie jest powtórka z historii
- Daleko nam na razie do sytuacji z lat dziewięćdziesiątych. Dlatego przyrostu liczby inwestorów, który obserwujemy, nie należy moim zdaniem odbierać jako zwiastuna przesilenia na rynku. Tym bardziej że udział inwestorów indywidualnych w obrotach na rynku akcji maleje w ostatnich miesiącach - dodaje Krzysztof Polak, dyrektor Biura Maklerskiego BPH. Także Jakub Papierski, prezes CDM Pekao, twierdzi, że nie dzieje się nic szczególnego, jeżeli chodzi o liczbę i aktywność inwestorów indywidualnych. - Widzimy regularny proces otwierania nowych rachunków, ale nie jest to wzrost porównywalny z tym, co się działo pod koniec lat 90. - mówi.
Ostatnie lata minionego dziesięciolecia przebiegały na GPW pod znakiem wielkich prywatyzacji (1997 r. - KGHM, 1998 r. - Telekomunikacja Polska, 1999 r. - PKN Orlen), które ściągały na rynek dziesiątki tysięcy nowych graczy. Ostatecznie tak bardzo zdominowali oni giełdę, że w 1999 roku mieli 44-proc. udział w obrotach akcjami, a rok później nawet 50-proc. (teraz jest to poniżej 35 proc.). Okres tej dominacji zbiegł się w czasie z hossą internetową, a potem - z początkiem najdłuższej bessy na GPW. W jej wyniku liczba wszystkich rachunków papierów wartościowych zmniejszyła się w lipcu 2003 roku do poniżej 900 tys. (brokerzy detaliczni prowadzili wtedy około 850 tys. kont). Trzy lata wcześniej było ich ponad 1,2 mln. Ten niekorzystny trend zdołała odwrócić dopiero ostatnia hossa, która gości na giełdzie do dziś. W krótkich okresach przyrost liczby inwestorów stymulują, podobnie jak w latach 90., oferty publiczne, zwłaszcza te spektakularne. Debiut PKO BP w listopadzie 2004 r. poprzedziło otwarcie kilkudziesięciu tysięcy kont maklerskich.mBank stanowi wyjątek