Dwa lata temu Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów parlamentarnych z hasłem taniego państwa. Gdybym doradzał działaczom PiS-u w zbliżającej się już kampanii, przed mającymi się odbyć jesienią nowymi wyborami - mimo całej mojej niechęci do tej partii - odradzałbym użycie tego samego sloganu. Obawiam się, że wobec wydarzeń, których można się w najbliższej przyszłości spodziewać, mogłoby ono nie wywrzeć na wyborcach oczekiwanego wydarzenia. A spodziewam się sporych wydatków, związanych z odprawami dla odwoływanych członków władz spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa.
Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby rządzący, po zerwaniu koalicji z partiami "przystawkowymi", pozostawili w ręku działaczy tych ugrupowań, choć część władzy w mediach publicznych. A ekipy zarówno Ligi Polskich Rodzin, jak i Samoobrony są tam wyjątkowo liczne. Przecież opozycyjny działacz w zarządzie lub radzie nadzorczej nawet lokalnej stacji radiowej może wręcz zaprzepaścić szanse PiS-owskich kandydatów na parlamentarzystów.
A jeśli zmieniać ludzi w radiu i telewizji, to czemu nie zrobić tego i gdzie indziej, choćby w firmie chemicznej lub banku. A za falą masowych zwolnień popłynie wcale nie mniejsza fala odpraw.
Zresztą kilka miesięcy później czekać nas będzie kolejna taka fala. Przecież po jesiennych wyborach i po uformowaniu się nowego rządu czeka nas to samo. PiS-owscy menedżerowie i członkowie rad nadzorczych, którzy teraz obejmą stanowiska w spółkach Skarbu Państwa po odwołanych LiS-owskich menedżerach i członkach rad nadzorczych, też wezmą swoje odprawy.