Gdyby Japończycy znali zamysły Fedu, pewnie nie przecenialiby w piątek swoich akcji o przeszło 5 proc., najbardziej od sześciu lat. Głębokie spadki w Azji okazały się w piątek jedynym akcentem kontynuacji wyprzedaży. Bo w Europie Zachodniej o sprzedawaniu akcji na potęgę, jak dzień wcześniej, nie było już mowy. Podobnie w USA. Tym bardziej po decyzji amerykańskiej Rezerwy Federalnej, która, chcąc odetkać rynek finansowy, zdecydowała się obniżyć stopę dyskontową o pół punktu, do 5,75 proc. To niespodziewane posunięcie popchnęło główne indeksy w Nowym Jorku i głównych giełdach europejskich do góry nawet o ponad 4 proc. Dopiero po chwili przyszła refleksja, że decyzja ma wymiar głównie symboliczny. Źe stanowi jedynie wstęp, zapowiedź do obniżania najważniejszej z punktu widzenia całej amerykańskiej gospodarki - i giełdy - stopy funduszy federalnych. Wzrosty wyhamowały. Niemniej i tak wystawieni na ciężką próbę w ostatnich dniach inwestorzy powinni sobie życzyć, żeby każda sesja kończyła się jak piątkowa. Dzienna zwyżka londyńskiego FTSE 100 czy paryskiego CAC 40 o ponad 2 proc. nie zdarza się często. Najbardziej zyskiwały w piątek akcje instytucji finansowych, najmocniej przecenione w czasie korekty. Papiery Countrywide Financial, największego kredytodawcy hipotecznego w USA, na którym wielu graczy postawiło już krzyżyk, odbiły się na nowojorskiej giełdzie o prawie 11 proc. Drożały akcje banków inwestycyjnych, takich Lehman Brothers czy Morgan Stanley. W Europie popytem też cieszyły się papiery bankowe - BNP Paribas czy Deutsche Banku. W przypadku kredytodawcy z Francji na plus podziałała informacja agencji Reutera, według której zamrożenie trzech funduszy BNP inwestujących w Ameryce nie powinno mieć skutków dla jego wyników finansowych. Na południe ruszyły także kursy akcji spółek surowcowych. Akcje BHP Billiton
i Rio Tinto Group drożały
o przeszło 5 proc. w wyniku zwyżek cen metali, a koncernów naftowych, Totala i Royal Dutsch Shell, o ponad 2 proc. po wzroście cen ropy naftowej.