Na dzisiejszym nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Banku BGŻ ma być podjęta uchwała "w sprawie ubiegania się o dopuszczenie akcji spółki do obrotu na rynku regulowanym i ich dematerializację".

Uchwały zażądał resort skarbu, posiadający 37,3 proc. akcji BGŻ. Taką możliwość dawała mu umowa zawarta z pozostałymi dużymi akcjonariuszami - holenderskim Rabobankiem (ma 45,9 proc. akcji) i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (właścicielem 12,9 proc. akcji). "Opcję giełdową" Skarb Państwa miał do 30 czerwca br. Skorzystał z niej dzień przed terminem.

Zgodnie z pierwotnymi deklaracjami, resort skarbu chciał, by akcje BGŻ znalazły się na warszawskiej giełdzie przed końcem tego roku. Teraz mówi się raczej o I kwartale przyszłego roku. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że i ten termin może okazać się nierealny. Zdaniem specjalistów, przygotowanie debiutu dużej spółki, takiej jak BGŻ, zajmie przynajmniej pół roku.

Kolejną przeszkodą mogą okazać się przedterminowe wybory i zmiana rządu. Wśród dużych akcjonariuszy BGŻ tylko resortowi skarbu zależy w tej chwili na debiucie banku na giełdzie. Rabobank nie jest spółką publiczną i - jak wiadomo nieoficjalnie - odpowiada mu również niepubliczny status spółki zależnej. Z kolei EBOiR byłby zainteresowany debiutem polskiego banku, gdyby pomogło mu to w sprzedaży jego akcji. Europejski bank ma jednak możliwość sprzedania swoich udziałów w BGŻ Rabobankowi. Ten ostatni stałby się dzięki temu większościowym akcjonariuszem polskiego banku.

Kilka miesięcy temu zarówno wiceminister skarbu Paweł Szałamacha, jak i prezes BGŻ Jacek Bartkiewicz mówili, że giełdowy debiut banku może nastąpić w perspektywie kilku lat.