Pod dyktando duetu panów "B" poruszały się w piątek światowe indeksy akcji. Ale niespodziewanie to nie szef Fedu Ben Bernanke, na którego wystąpienie tak wyczekiwano, zagrał pierwsze skrzypce na ostatniej sesji sierpnia. Rolę zabrał mu prezydent Bush. Już z samego rana do Europy dotarły przecieki o szykowanej przezeń pomocy dla pogrążonych w kłopotach Amerykanów spłacających kredyty hipoteczne, co natychmiast popchnęło w górę lokalne indeksy. W tym samym kierunku podążyły kontrakty na wskaźniki amerykańskie. Zakończenie tygodnia na plusie mogło dawać nadzieję na kontynuację wzrostów na kolejnych sesjach. Dla graczy objęcie ryzykownych kredytów hipotecznych gwarancjami amerykańskich rządowych instytucji zabrzmiało jak obietnica rozwiązania problemów z kredytami, które kosztowały ich fortunę w ostatnich tygodniach. W ten sposób znacznie zmniejszy się też ryzyko amerykańskiej recesji. Ben Bernake, który zabrał głos godzinę przed prezydentem, popsuł nastroje. Nie dostroił się do Busha, bo ostrzegł rynek, że nie ma co liczyć na cięcie stopy funduszy federalnych tylko po to, by pomóc kredytobiorcom i inwestorom. Choć "Big Ben" zaznaczył, że Fed weźmie pod uwagę trudną sytuację na rynkach finansowych przy kształtowaniu polityki pieniężnej, to jednak szansa na niższe stopy już we wrześniu mocno się oddaliła - mimo że Fed ma pole do działania, bo opublikowany w piątek wskaźnik inflacji wyniósł tylko 1,9 proc. w skali roku, czyli poniżej pułapu uważanego przez bank centralny za bezpieczny. Wzrost indeksów na dłuższą chwilę wyhamował, nim głos zabrał Bush, potwierdzając to, co wcześniej podały agencje. Wzrost indeksów w Stanach i Europie znów sięgnął ponad 1 proc. Na wiadomość o szansach na załatanie dziur na rynku kredytowym w górę poszły w piątek akcje banków inwestycyjnych z Wall Street, mocno zaangażowanych w instrumenty oparte na pożyczkach hipotecznych. Rosły akcje Della, który dzień wcześniej podał dobre wyniki finansowe. W Europie kupowano chętnie akcje spółek surowcowych, takich jak Anglo American i Total.
PARKIET