Na wykresie S&P 500 rysuje się ciekawa sytuacja techniczna. W przekroju kilkunastu lat widzimy bardzo charakterystyczne rysy cyklu hossy. Licząc od początku 1995 roku wykres pokazuje pierwszą prawie sześcioletnią falę wzrostową, która od drugiej połowy 2000 roku kończy swój bieg, ustępując miejsca nieco krótszej korekcie. Celowo nie nazywam tego dwuletniego obsunięcia bessą, gdyż w danym momencie koncentrujemy się na zasięgu długoterminowym ruchu S&P500, zatem tamtejszy spadek można śmiało zamknąć w ramach korekcyjnej drugiej fali. Pójdźmy dalej i utwórzmy linię równoległą do trendu naszej pierwszej fali wzrostowej. Kiedy odłożymy ją dokładnie od dna na początku 2003 roku, widzimy w pełni docelowo obserwowany cykl hossy. W tym momencie należy postawić fundamentalne pytanie o zasięg trzeciej fali wzrostowej.

Patrząc przez pryzmat teorii fal (czyli kiedy dwie dowolne fale wzrostowe są sobie równe, to trzecia powinna być odpowiednio dłuższa), można pokusić się o pewne hipotezy. A konkretnie, że obecna siła ruchu wzrostowego została bądź w pełni wyczerpana - widoczny bardzo ważny technicznie podwójny szczyt na długoterminowym wykresie indeksu (rok 2000 i 2007) - lub też możemy być świadkami wahań pod historycznym maksimum, na skutek zawirowań na rynku kredytów hipotecznych, po czym rynek upora się z przejściowymi reperkusjami kryzysu, doszuka się kolejnych motorów wzrostu i przełamie opór na linii szczytu. Konsekwencją takiego posunięcia byłoby wygenerowanie bardzo istotnego sygnału kupna, czego efektem byłoby wydłużenie wyżej omawianej drugiej fali wzrostowej cyklu. Nie widzę przeszkód ku takiemu rozwiązaniu pod względem porównywalnego czasu trwania dotychczasowych fal wzrostowych. Warto zauważyć, że efektywny rynek lubi ryzyko i preferuje testowanie dotychczasowych lokalnych osiągnięć, zatem nie oczekiwałbym przyszłościowych ruchów S&P500 przed porządnym testem dotychczasowego maksi-

mum.

DM AmerBrokers