W środę rozpocznie się 47 w tej kadencji posiedzenie Sejmu - kluczowe dla dalszych losów rządu. Posłowie mają bowiem rozpatrzyć trzy wnioski o skrócenie kadencji (autorstwa SLD, PO i PiS), a także wniosek o tzw. konstruktywne wotum nieufności złożony przez LPR (partia proponuje, aby premierem został były minister spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarek).
Aby rozwiązać Sejm, trzeba 307 posłów. Tyle właśnie liczą kluby PO, SLD, Samoobrony, LPR i PSL. Po zatrzymaniu Janusza Kaczmarka wszystkie te kluby skłaniały się ku szybkiemu skróceniu kadencji. Piątkowa konferencja Prokuratury Krajowej, w którym przedstawiono dowody wobec byłego szefa MSWiA, że utrudniał śledztwo dotyczące przecieku w sprawie akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego w resorcie rolnictwa, może jednak wiele zmienić. Największą zagadką jest postawa samego PiS, kluczowa dla głosowania. Partia uzasadniała swój wniosek "obroną dobrego imienia parlamentu" i "brakiem woli porozumienia ze strony opozycji co do dalszego właściwego funkcjonowania Sejmu".
Piątkowy sondaż TVN pokazał, że do Sejmu dostałyby się tylko trzy partie: PO, PiS oraz Lewica i Demokraci. Na kandydatów PO głosowałoby 35,3 proc. wyborców; Prawa i Sprawiedliwości - 23,3 proc.; Lewicy i Demokratów - 9,1 proc.