Reklama

Sztuka miłości i żal

Bardzo mnie to poruszyło. Wściekły jestem na siebie, że nie potrafiłem zareagować. To ja miałem pomóc

Publikacja: 03.09.2007 08:51

Spotkanie. Mój klient zaczyna opowieść:

- Dziwna sprawa. Dziś rano spieszyłem się na spotkanie. Było to ważne spotkanie z moim podwładnym, który stwarza ostatnio sporo problemów. Mimo że byłem zamyślony, krzyk dziecka oderwał mnie od moich zmartwień. Po drugiej stronie ulicy widziałem, jak jakiś stary mężczyzna niósł na rękach siedmioletnie dziecko, które robiło wszystko, aby tylko się wyrwać. Mężczyzna, który mógł być jego dziadkiem, trzymał je mocno i mimo że milczał, udając spokój i opanowanie, było widać, że jest bliski paniki. Przeszedłem przez ulicę i zauważyłem, że znalazłem się przed bramą szpitala. Zrozumiałem, że dziecko i jego dziadek wyszli akurat ze szpitala. Dziecko krzyczało: "mamo, mamo!". Szedłem za nimi. Stary mężczyzna zatrzymał się obok samochodu. Szukał kluczy. Nie mógł otworzyć drzwi i musiał postawić malca na ziemi. Ten od razu wymknął się spod kontroli dziadka. Dziadek szybko pobiegł za nim, uderzył go w tył głowy grubą ręką i przewrócił na chodnik. Dziecko przewróciło się obok mnie i jeszcze raz z ogromnym cierpieniem zawołało "mamo!", zanim dziadek na siłę wsadził je do samochodu. Uświadomiłem sobie, że właśnie przed chwilą dziecko biegło do mnie, aby szukać pomocy, a ja nic nie zrobiłem. Nie wiedziałem, co mógłbym zrobić. Nawet nie zatrzymałem się, aby się dłużej nad tym zastanowić. Bardzo mnie to poruszyło. Wściekły jestem na siebie, że nie potrafiłem zareagować. Dziecko biegło do mnie, a nie do innych pieszych, którzy tak samo patrzyli na tę scenę zamurowani z przerażenia. To ja miałem pomóc.

- Przynajmniej nie spóźniłeś się na spotkanie.

- Ale czy było warto? Byłem punktualnie na spotkaniu ze swoim podwładnym. Mówiłem ci, że zatrudniłem wybitnego fachowca z konkurencji. Musiałem go przekupić. Facet jest najlepiej opłacanym menedżerem mojego zespołu. Bardzo liczyłem na niego, a teraz jest ciężarem dla mnie. Dużo mu poświęcam czasu, ale to nic nie daje.

- Co zamierzasz zrobić?

Reklama
Reklama

- Będę próbował dalej. Kiedy się uprę, niełatwo mnie wyprowadzić z równowagi.

- W jaki sposób zamierzasz spróbować? Przecież już mi tłumaczyłeś, że wszelkimi sposobami próbowałeś go zmienić.

- Chcesz mnie namówić, żebym go zwolnił?

- Czegoś takiego nie powiedziałem. Ale dziwię się, że jeszcze o tym nie myślałeś.

- Nie mówiłem ci o tym rozwiązaniu, bo rzeczywiście nie chcę o tym myśleć. Przecież to ja go wciągnąłem do drużyny.

- Boisz się odpowiedzialności?

Reklama
Reklama

- Czuję się odpowiedzialny. Myślę, że to normalne. Ja zawsze zarządzam swoimi ludźmi z poczuciem odpowiedzialności za ich los.

- Ale już zwolniłeś kilka osób.

- Niestety, nawet sporo.

- Czy kiedyś nie miałeś podobnych skrupułów?

- Właśnie kiedy o tym myślę, muszę stwierdzić, że nie.

- Co cię zatem powstrzymuje?

Reklama
Reklama

- Będzie miał do mnie żal.

- I będzie miał prawo do tego, jak rozumiem?

- Tak.

- Nie tylko będzie miał żal do ciebie. Ty już masz żal do siebie.

- Tak.

Reklama
Reklama

- Czy często masz do siebie żal?

- Rzadko. Jestem cały czas nastawiony na marsz do przodu. Nie mam na to czasu.

- Kiedy ostatnio czułeś żal do siebie?

- O, nie pamiętam.

- A ja pamiętam! Bardzo niedawno temu.

Reklama
Reklama

- Mówisz o dziecku ze szpitala?

- Tak.

- To co innego. Byłem zły, że nie pomogłem. Że mogłem, a mimo to nie pomogłem.

- A jak inaczej zdefiniujesz żal?

-...

Reklama
Reklama

- W pewnym sensie masz rację, że to nie to samo. Są dwa oblicza tej samej rzeczywistości. Poruszyła cię miłość do dziecka, ale nic nie zrobiłeś. Miałeś żal do siebie i z tym żalem szedłeś na spotkanie. Już nie byłeś "do przodu" tak jak zwykle. Sparaliżował cię strach. I masz jeszcze większy żal do siebie.

- Co miałem zrobić?

- Wystarczyło zapytać: - Proszę pana, co się dzieje? Okazując troskę i miłość.

- A gdyby odpowiedział: - To nie pana sprawa?

- To mogłeś zapytać: - Dziecko, co się dzieje?

- Gdyby dziecko powiedziało mi , co się dziej- Taka mała pomoc! A ja miałem sprawę do załatwienia.

- Której nie załatwiłeś!

- Jak to zinterpretować?

- Dziecko nie tylko prosiło cię o pomoc. Dało ci szansę, abyś pomógł sobie. Abyś wreszcie okazał trochę miłości w swoim życiu robota, abyś przestał mieć żal do siebie, który robi w twojej duszy coraz większą dziurę. Abyś do tej dziury z czasem nie wrzucił tego "drive", które zawsze było twoim największym atutem. To samo "drive", które stało się - przez to, że nie patrzysz dokoła z miłością - twoim największym wrogiem.

Opisane wydarzenia są fikcyjne.

RSQ Management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama