W przyszłym roku czeski deficyt budżetowy spadnie do 2,95 proc. produktu krajowego - założyło Ministerstwo Finansów w projekcie budżetu, który został przedłożony wczoraj rządowi w Pradze.
Oznacza to, że już w przyszłym roku Czechy mogą spełnić jedno z kluczowych tzw. kryteriów z Maastricht, określających warunki przyjmowania nowych państw do strefy euro. Według niego, deficyt budżetowy kandydata nie może przekraczać 3 proc. PKB. Wcześniej resort finansów zakładał, że ze spełnieniem wymogów będzie trzeba poczekać dłużej, bo deficyt miał wynieść w przyszłym roku 3,2 proc. W tym roku niedobór w czeskiej kasie powinien sięgnąć około 4 proc. PKB.
Projekt wpływów i wydatków państwa zakłada przyszłoroczny deficyt na poziomie 70,8 mld koron (3,5 mld USD). Przychody mają wzrosnąć o 9,2 proc., do 1,04 bln koron, a wydatki o 6,4 proc., do 1,11 bln koron. Teraz projekt budżetu trafi pod obrady rządu, a następnie parlamentu. - Propozycja jest obiecująca, zgodna z tym, co rząd zapowiadał na starcie reform. Zobaczymy, co zatwierdzi parlament - komentuje Petr Sklenar, ekonomista z Atlantik Financial Markets.
Rząd Mirka Topolanka, któremu ostatnio udało się przeforsować projekt reformy podatkowej, zakładającej obniżkę obciążeń fiskalnych i wprowadzenie podatku liniowego od osób fizycznych, nie ustalił jeszcze daty przyjęcia euro. Premier obiecał tylko, że za obecnej kadencji spełni wszystkie niezbędne do tego warunki.
Bloomberg