Wydatki na projekty budowlane w Stanach spadły w lipcu o 0,4 proc., choć ekonomiści liczyli, że pozostaną bez zmian. To kolejny dowód na to, że kryzys na rynku kredytów hipotecznych może mieć dla branży budowlanej i całej gospodarki USA bardzo poważne skutki.
Spadek nakładów nastąpił po ich wzroście o 0,1 proc. w czerwcu - podał wczoraj Departament Handlu w Waszyngtonie. Szacunki mogą jeszcze się zmienić, bo pierwotne dane za czerwiec mówiły o 0,3-proc. obniżce nakładów.
Firmy budowlane wciąż ograniczają inwestycje, ponieważ i tak mają do sprzedaży rekordową liczbę domów mieszkalnych, których klienci nie chcą kupować, bo boją się spadku cen. Dzieje się tak mimo wciąż dużego zapotrzebowania na nieruchomości komercyjne i biura. A sytuacja na rynku mieszkalnym może jeszcze się pogorszyć, jeśli po ostatnich problemach z ryzykownymi kredytami hipotecznymi (subprime) pożyczkodawcy zdecydują się na zaostrzenie standardów udzielania kredytów i podniosą oprocentowanie. Jest to bardzo prawdopodobne.
Ekonomiści prognozują, że spadek nakładów budowlanych może być w sierpniu jeszcze większy niż w lipcu.
Słabe dane z rynku budowlanego nie wróżą dobrze całej amerykańskiej gospodarce. W II kwartale, kiedy notowała ona 4-proc. tempo rozwoju, pogorszenie koniunktury w budownictwie mieszkalnym spowodowało obniżenie tego wyniku o 0,6 pkt proc. Był to szósty kolejny kwartał, kiedy ta branża hamowała rozwój gospodarczy.