Udziałowcy złoża naftowego Kaszagan, położonego w Kazachstanie, jutro poznają kwotę, jaką będą musieli zapłacić za opóźnienia w wydobyciu ropy. Tamtejsze władze zamierzają w piątek oficjalnie zakończyć szacowanie szkód wyrządzonych przez opieszałość konsorcjum Agip KCO, zarządzającego największym na świecie polem naftowym. Z wstępnych wyliczeń wynika, że kara przekroczy 10 mld USD.

Tymczasem koncerny paliwowe, z włoskim Eni na czele, które mają udziały w inwestycji, próbują dogadać się z kazachskim rządem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że spółki gotowe są iść na ustępstwa i dać państwu większy udział w zyskach, niż wynika z umowy podpisanej w latach 90. Kazachstan żąda 40-proc. udziału w zarobkach konsorcjum, zamiast obecnych 10 proc. Jednocześnie rząd nie chce zmiany operatora projektu, ale wymaga od niego konkretnego planu prac.

Negocjacjom towarzyszy napięta atmosfera. Wczoraj z rozmów wyrzucono przedstawiciela amerykańskiego ConocoPhillips, który ma 9 proc. udziałów w projekcie. Powodem odsunięcia przedstawiciela od negocjacji była jego niska ranga.