Przyczyną opóźnień, oprócz ognistych debat nad niektórymi ustawami, było zamieszanie związane ze zgłoszonymi przez PO wnioskami o wotum nieufności dla poszczególnych ministrów. Komisje sejmowe zatwierdziły wnioski dotyczące 15 szefów resortów. Głosowanie nad nimi miało ruszyć w piątek i zakończyć się w sobotę. Tymczasem późnym wieczorem marszałek rozwiązanego Sejmu Ludwik Dorn ogłosił, że przed chwilą otrzymał od prezydenta pismo z informacją, że premier Jarosław Kaczyński odwołał prawie wszystkich swoich ministrów. W ten sposób planowane głosowania nad wotami nieufności dla szefów poszczególnych ministerstw zostały zablokowane. Premier nie wykluczył, że wystąpi do prezydenta o ponowne powołanie tych samych ministrów.
I co będzie teraz?
Minister Przemysław Gosiewski w rozmowie z Polskim Radiem mówił wczoraj, że odwołanych ministrów mogłaby zastąpić dotychczasowi wiceministrowie. Jednak zdaniem konstytucjonalistów, trzeba powołać nowych szefów resortów. Ani konstytucja, ani ustawa o Radzie Ministrów nie przewidują powoływania osób pełniących obowiązki szefów resortów. W przypadku gdy nikt nie obejmuje teki ministra - według ustawy o RM - zastąpić go powinien premier. Może on ewentualnie powierzyć to zadanie innemu ministrowi.
Sejm, mimo podjęcia decyzji o skróceniu kadencji, będzie działał dalej na takich samych zasadach. Okres jego działalności skończy się w przeddzień pierwszego posiedzenia nowego Sejmu. A posiedzenie to musi odbyć się do 15 dni po wyborach parlamentarnych. Ponieważ te są obecnie zapowiadane na 21 października, można zakładać, że nowy Sejm zbierze się jeszcze pod koniec miesiąca (trudno przypuszczać, aby nowa Izba chciała rozpocząć obrady 1 listopada). Zgodnie z konstytucją, na pierwszym posiedzeniu Sejmu premier podaje rząd do dymisji. Prezydent, przyjmując dymisję rządu, powierza mu dalsze sprawowanie obowiązków do czasu powołania nowej Rady Ministrów. Trzeba utworzyć nowy rząd. W skrajnym przypadku, jeśli nowy Sejm nie jest w stanie zbudować nowej RM, to prezydent zarządza skrócenie kadencji i wyborcza karuzela rusza na nowo.
Byłaby to wyjątkowa sytuacja. Jednak wyniki sondaży pokazują, że poparcie PO i PiS rozkłada się równomiernie. Dlatego nie można wykluczyć, że partiom tym przyjdzie wspólnie budować nowy rząd.